FILM

American Hustle (2013)

Inne tytuły: American Bullshit, Untitled David O. Russell Project, American Hustle: Jak się skubie w Ameryce

Recenzje (2)

Obraz nawiązuje do operacji Abscam prowadzonej przez FBI na przełomie lat 70. i 80. Do współpracy z Biurem zaangażowano parę oszustów, która miała pomóc w obnażeniu korupcji wśród polityków i urzędników.

Powtórzę, "American Hustle" to jedna, wielka, przebierana impreza, gdzie otoczka dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach, od fryzur po piosenki. Nie od razu się rozkręca, najpierw przecież trzeba się poznać, ale w końcu czeka nas sporo atrakcji. Dziewczyny walczą i chwalą się pięknymi paznokciami, a panowie zabawiają się w kogucików. Co chwile, ktoś daje numer popisowy i nie brakuje zaskakujących gości. Są tańce i kuksańce, a w tle Elton John i Donna Summer.

Fabuła, a dokładniej wątek kryminalno-sensacyjny został zepchnięty na dalszy plan. Raczej służy reżyserowi Davidowi O. Russellowi do wyniesienia na piedestał swych błyszczących gwiazd, niż stanowi trzon jego dzieła. Zamiast wciągać nas w intrygę, zachęcać do pisania w głowie własnych scenariuszy, całą uwagę skupia na bohaterach i ich odtwórcach. I udaje się mu to znakomicie. Jennifer Lawrence pokazuje, że jest niesłychanie utalentowaną i elastyczną aktorką, Amy Adams nieco mniej, za to pokazuje głęboki dekolt. Kolejny poziom przeskoczył Bradley Cooper, choć do Christiana Bale'a mu jeszcze daleko.

Patrzy się na to z pewną przyjemnością, dla miłośników metamorfoz i chętnych do zgłębiania sztuki aktorskiej to prawdziwa uczta. "American Hustle" to jednak tylko i wyłącznie zabawa - kolorowa, błyszcząca, której atutem są mistrzowska, drobiazgowa realizacja (brawa dla scenografów i charakteryzatorów) oraz gwiazdorskie popisy. Jedno wielkie, ukartowane oszustwo.

AMERICAN HUSTLE czyli CO ZA FILM

Czyżby twórcy „Pamiętniku pozytywnego myślenia” zrobili kolejny rewelacyjny film? Film opowiada historię drobnego hochsztaplera, który zostaje niestety dla niego oczywiście, namierzony przez F.B.I. i zmuszony do współpracy. Chodzi bowiem o to by ukrócić korupcję w senacie, kongresie i gdzie tylko sięgają macki tejże afery. Szczegóły tylko w kinie. Po obejrzeniu tego filmu byłem naprawdę zadowolony, że są twórcy którzy z można by powiedzieć mało ciekawego tematu jakim jest bardzo już oklepany wątek korupcyjny, potrafią uczynić, może nie arcydzieło ale na pewno film o którym się szybko nie zapomni i który pewnie zgarnie kilka Oskarów. Bo chociażby sam fakt pozmieniania aktorów można powiedzieć nie do poznania oraz co ważniejsze trochę pomieszał również ich wizerunki do których nas przyzwyczaili w swoich poprzednich rolach. Christian Bale przyzwyczaił mnie do faktu, że lubi raz na jakiś czas zagrać bardzo dziwną, inną rolę w stosunku do jego ekranowego wizerunku. Bo to nie tylko „Batman”, „Terminator” czy „Equlibrium” ale też i takie filmy jak „Fighter”, „American Psycho” czy „Out of furnace” przyzwyczaiły mnie do tego, że Bale potrafi zagrać wszystko. I gdy zobaczyłem go jako grubego, łysiejącego kombinatora z zaczesem długości 50 cm uświadomiłem sobie, że w niedalekiej przyszłości (nie chodzi mi o Terminatora) Christian Bale zostanie jednym z najlepszych aktorów Świata. Bo jeśli facet potrafi połączyć sukces komercyjny oraz artystyczny (Oskar oraz 2 mld $ zarobione przez filmy z jego udziałem) to wielkość jest mu pisana. Po raz wtóry bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Bradley Cooper. Po koszmarnym filmie jakim był „Kac Vegas 3” zrehabilitował się całkowicie. Bo jego agent F.B.I. To co prawda facet prawy, ale w trakcie filmu następuje jego degrengolada i tak na dobrą sprawę to na koniec filmu to on jest tym złym charakterem, a nie postać grana przez Bale’a. Bo Bale od początku do końca robi wszystko to samo: oszukuje, prowadzi podwójne życie i kombinuje. A Cooper dopiero ten Świat poznaje i jak widać bardzo mu się on podoba bo chyba zaczyna się w nim zatracać i gubi kontakt z rzeczywistością. Po prostu zrobi wszystko, tylko nie żeby złapać osoby łamiące prawo, tylko żeby jego nazwisko było wymieniane jak najczęściej. Podobną rehabilitacje nam zaprezentował Robert DeNiro. Aczkolwiek on udowadnia, że jest konsekwentny w swych złych wyborach. Bo po takich filmach jak „Rocky i Łoś superktoś”, „Wielkie wesele” czy „Godsent” wystąpił w filmach takich jak „Poradnik pozytywnego myślenia”, „Ronin”, czy „Fakty i akty”. Mimo, że w filmie ma tylko epizod to właśnie dzięki takiej roli udowadnia, że 5 minut w filmie czasami to bardzo wiele. Bo ogólnie cała obsada jest złożona z aktorów wagi ciężkiej. Jeremy Ranner, Jennifer Lawrence, Michael Pena to aktorzy, których pozycja w Hollywood jest mocna już od jakiegoś czasu, a co za tym idzie wytwórnie w nich wierzą, bo ludzie lubią ich oglądać i koło się zamyka. Jedynym smutnym faktem tego filmu jest to, że jest oparty w części na prawdziwych wydarzeniach. I nie chodzi mi o to, że szkoda bo popstać grana przez Bale’s pod koniec filmu jest przez nas bardzo lubiana, ale szkoda że w F.B.I. Mogą pracować tacy ludzie jak Richie DiMaso (Cooper) i kierują swoimi operacjami. Skoro władza jest taka, a nie inna to w sumie trudno się dziwić że DiMasowie i Agenci Tomki tego Świata pracują i mają się dobrze. Jaki Świat – tacy agenci. Ogólnie rzecz biorąc film jest zdecydowanie godny polecenia. U mnie film dostaje 5/6 i według mnie jest jednym z głównych kandydatów do Oskarów. Bo tak jak w zeszłym roku wierzyłem w „Operację Argo” i się nie myliłem, tak tym razem postawię też na ten film. Mam nadzieję, że wyniku Oskarów nikt nie przekręci…