FILM

Wszyscy mają się dobrze (2009)

Everybody's Fine

Recenzje (1)

Bohaterem obrazu jest miły starszy pan. Po śmierci żony Frank (Robert De Niro) zajmuje się przede wszystkim domem i ogrodem. Kiedy nagle każde z czworga jego już dorosłych dzieci odwołuje wizytę, pomimo przeciwwskazań lekarza decyduje się sam wyruszyć na spotkanie z nimi. W czasie bolesnej (nie tylko emocjonalnie) podróży odkrywa, że z potomstwem niewiele go łączy.

Reżyser Kirk Jones próbuje przedstawić szalenie trudne relacje pomiędzy rodzicem a dziećmi. Niełatwo w takim przypadku nie popaść w banał, nie pokazać problemów pobieżnie, prześlizgując się po tym, co najistotniejsze. Niestety tak właśnie najczęściej dzieje się w filmie "Wszyscy mają się dobrze". W pigułce otrzymujemy streszczenia życia pięciu osób. Razem z głównym bohaterem odkrywamy, że nie wszyscy mają się dobrze, że pomimo zapewnień, dzieci niekoniecznie są szczęśliwe, że wolą kłamać, byle tylko nie zawieść oczekiwań ojca.

Film nie jest nadmiernie ckliwy, a samotne sceny z Frankiem - oszczędne, subtelne - robią wrażenie. Problem w tym, że wszystkiego jest tu za dużo. Za dużo problemów, za dużo niedomówień, za dużo tajemnic, za dużo pigułek, za dużo gwiazd kina (obok De Niro, Kate Beckinsale, Drew Barrymore, Sam Rockwell). Na domiar złego czekają nas retrospekcje i nieustanne metafory. Ten nadmiar sprawia, że trudno się zatrzymać, dłużej zastanowić na tym, jak dbać o bliskich. Nawet jeśli obraz skłania do refleksji, to tylko na chwilę. Wszystko bowiem rujnuje finał. Bo niby co? Jedna wizyta, jedna rodzinna tragedia jest w stanie naprawić coś co rozpadało się przez długie lata? Nagle każdy ma czas, by pielęgnować więzi, troszczyć się o siebie na wzajem, mówić prawdę? By w końcu zjeść odpowiednio wypieczonego indyka?

Po seansie nie chwytamy za komórkę, by wybrać numer do mamy, taty czy rodzeństwa. A tak właśnie być powinno.