FILM

Tsotsi (2005)

Recenzje (2)

Film Gavina Hooda opowiada o młodym gangsterze z przedmieść Johannesburga. Chłopak z grupą znajomych opryszków okrada wcześniej upatrzone ofiary. Po jednej z takich akcji, w której ginie obrabowany mężczyzna, tytułowy bohater wyrusza w miasto ukraść samochód. W trakcie napadu Tsotsi strzela do prowadzącej wóz kobiety. Ranioną zostawia na miejscu przestępstwa, a sam ucieka samochodem. Po ujechaniu kilkudziesięciu metrów odkrywa na tylnym siedzeniu noworodka.

Wielką zaletą filmu Hooda jest jego prostota. Bez zbędnych wątków przedstawia portret młodzieńca, który aby wykorzenić z siebie przestraszone i ciężko doświadczone przez los dziecko, wszedł na drogę przestępstwa. Tsotsi używa znanych z sensacyjnego kina atrybutów - przemocy, chamstwa i arogancji - aby udowodnić, iż jest już dorosłym mężczyzną. Tymczasem jego męskość ujawnia się na tym polu, którego istnienie tak bezskutecznie starał się zdusić – rodziny. Reżyser w odmienny od hollywoodzkiego sposób maluje złowieszczy krajobraz "przeklętych rewirów" prosperującej metropolii. Świat afrykańskich gangsterów spod Johannesburga przypomina scenografię filmów science-fiction, opowiadających o Ziemi po wojnie nuklearnej. I dla tych zdjęć warto wybrać się do kina.

Wprawdzie film nie robi tak piorunującego wrażenia jak podobna w wymowie produkcja "Miasto Boga", jednak jest odmianą od obfitujących w efekty specjalne i wymyślne obrazy przemocy sensacyjnych przebojów z Ameryki.

Tsotsi - wart Oscara!

"Tsotsi" to opowieść o życiu w południowoafrykańskich slumsach gdzie "człowiek człowiekowi jest wilkiem". Film pokazuje tych, którzy weszli na drogę przestępstwa. Cechuje ich przemoc i okrucieństwo. Życie ludzkie nie ma dla nich żadnej wartości. Główny bohater, Tsotsi /tzn.oprych,gangster/, w czasie kolejnego skoku strzela do kobiety, aby zabrać jej samochód. Uciekając z miejsca zbrodni odkrywa, że w aucie jest niemowlę i pod wpływem rodzącego się przywiązania do bezbronnego malucha doznaje przemiany: z bestii ludzkiej staje się człowiekiem.
Klimat filmu ten sam co np. w "Elitarni"/braz./. Te same złowieszcze krajobrazy slumsów, gdzie "silny ma zawsze rację" i ten sam świat bandyckich porachunków. Brazylijski film niesie pesymistyczne przesłanie: na brutalną przestępczość i korupcję w policji państwo musi odpowiedzieć przemocą. Tylko siły i środki brutalne i bezwzględne utrzymają w ryzach przestępców, ale przestępczości nie zniosą, bo jest nierozerwalnie związana z biedą i nędzą mas. Stąd przemoc nigdy nie będzie mieć końca.
"Tsotsi" jest natomiast opowieścią pełną nadziei i głosi, że w najgorszym nawet łotrze jest coś dobrego, które wyzwolone dokona duchowej przemiany przestępcy w porządnego człowieka.
Jest to jedna z wielu filmowych historii o metamorfozie jednostki ludzkiej. Wielkim plusem jest muzyka i świetna gra aktorów oraz to, że odsłania nieznany naszej kulturze świat przemocy, koszmaru i zbrodni. Pokazuje - jak wygląda rzeczywistość z dala od Hollywood i rozpasanego hedonizmu amerykańskiego. Decyzja o przyznaniu Oscara za 2005 dla najlepszego filmu zagranicznego daje świadectwo mądrości członkom amerykańskiej Akademii Filmowej /AMPAS/.