FILM

Annie (2014)

Recenzje (1)

Tytułowa Annie (Quvenzhané Wallis) jest pogodną dziewczynką wychowująca się w domu zastępczym prowadzonym przez niezbyt miłą pannę Hannigan (Cameron Diaz). Pewnego dnia wpada na ulicy na biznesmena (Jamie Foxx), który chce ubiegać się o fotel burmistrza. Doradcy aspirującego polityka szybko odkrywają, że dziecko znacznie ociepli jego wizerunek, dlatego składają Annie propozycję, by na jakiś czas zamieszkała z nim w jego luksusowym apartamencie.

"Annie" to w USA musical, który przesiąkł do tamtejszej popkultury. Piosenki "It's the Hard Knock Life", a przede wszystkim "Tomorrow" były wykonywane, samplowane, wspominane tysiące, jeśli nie setki tysięcy razy. Amerykanie obciążeni są więc porównaniami z poprzednimi wersjami (broadwayowskimi, kinowymi, telewizyjnymi). Pojawia się też kwestia koloru skóry rezolutnej bohaterki, która oryginalnie była biała. My, najczęściej znający musical co najwyżej ze wzmianek w serialach czy filmach, możemy podejść do "Annie" bez wspomnień i nawiązań, i tym samym po prostu dobrze się bawić.

Obraz przystosowano do naszych czasów, wrzucając nowoczesne rozwiązania technologiczne (apartament Willa Stacksa) i współcześnie aranżując piosenki. Historia jest prosta i naiwna, ale jednocześnie dobroduszna i szlachetna. Przekaz jest oczywisty, a kolejne posunięcia bohaterów przewidywalne. Nie ma w filmie Willa Glucka nic odkrywczego, a jednak, łapiemy się co chwilę na tym, że uśmiechamy się do ekranu. Taka to bowiem urocza, ujmująca pewną niewinnością bajka. Pełna uproszczeń, typowych dla musicalu przerysowań i, nie bójmy się tego słowa, banałów. Na Quvenzhané Wallis patrzy się jednak z przyjemnością. Sprytnej, upartej dziewczynce o zaraźliwie pozytywnej energii nie sposób nie kibicować.

"Annie" nie umywa się do naszej "Akademii pana Kleksa", ale to szalenie kolorowy, optymistyczny, ciepły film o marzeniach, przyjaźni i miłości czyli o tym, co w życiu najważniejsze.