FILM

Miasto 44 (2014)

Recenzje (1)

Dla młodych widzów, wychowanych na grach komputerowych, poniekąd oswojonych z przemocą, "Miasto 44" jest filmem idealnym. Już zwiastun był zapowiedzą nowego podejścia do tematu - piosenki Lany Del Rey nikomu nie kojarzą się z wojną. Co więcej, główny bohater, Stefan (Józef Pawłowski) nie jest kolejnym kryształowym herosem w stylu Josha Hartnetta ("Pearl Harbor", "Helikopter w ogniu"). Działa nierozważnie, gniew budzi się w nim dopiero wtedy, gdy na jego oczach giną matka i kilkuletni brat. Wojna niemal wyłącza w nim człowieczeństwo. Działa jak automat, często na granicy obłędu, co świetnie oddaje scena w kanałach. Przy życiu utrzymuje go rodzące się uczucie do dzielnej "Biedronki" (znakomita Zofia Wichłacz).

Scenom walki towarzyszy dubstepowa muzyka i taki jest cały wydźwięk tego filmu. Szybki, rozedrgany, przerażający. Ilość efektów specjalnych i charakterystyczny montaż przypominają raczej widowiskowe kino Zacka Snydera, a nie martyrologiczną epopeję. Niektóre rozwiązania balansują na granicy śmieszności. Sceny miłosne wywołały oburzenie powstańców, wielu zakwestionuje użycie klasyka Niemena "Dziwny jest ten świat". "Miasto 44" emanuje brutalnością, przedstawiono najbardziej mroczne oblicze powstania. Przywykliśmy do krwi na ekranie, dawkujemy ją sobie co tydzień w kolejnych odcinkach "Gry o tron" i podobnych produkcjach. Jednak eksplozja czołgu-pułapki wywoła mdłości nawet u najbardziej wytrzymałych widzów. Po fali uderzeniowej pojawia się apokaliptyczny deszcz. Z nieba spada gruz, a potem nawałnica krwi i roztrzaskanych ludzkich szczątków. I najbardziej przeraża świadomość, że do tych dantejskich scen doszło naprawdę.

Można narzekać na styl rodem z gier i teledysków, jednak "Miasto 44" jest pierwszą polską produkcją pokazującą wojnę w nowatorski, pozbawiony historycznych dyskusji, sposób. Dla Pawłowskiego, Wichłacz i innych młodych aktorów to niemal debiut, ale początkująca obsada podołała zadaniu. Są autentyczni, bo nieidealni, ogłuszeni piekłem wojny. Komasa zostanie osądzony. Oburzeni, zachowawczy widzowie nie mogą zarzucić mu fałszowania tła historycznego, więc krytyka skupi się na walorach wizualnych. Mimo to cieszę się, że "Miasto 44" tak bardzo różni się od "Kamieni na szaniec" i tradycyjnego spojrzenia na narodową tragedię, że wzbudzi żywą dyskusję.

Więcej o filmie: