FILM

Witaj w klubie (2013)

Dallas Buyer's Club
Inne tytuły: The Dallas Buyers Club

Recenzje (1)

Ron Woodroof (Matthew McConaughey) jest prostym facetem, który kocha rodeo i kobiety. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest zarażony wirusem HIV i zostało mu 30 dni życia. Zdesperowany postanawia spróbować nielegalnych w Stanach Zjednoczonych leków. Kiedy leczenie przynosi rezultaty, z pomocą transseksualisty Rayona (Jared Leto) otwiera "klub", którego członkom zapewnia podobną terapię.

Nie wykazałam się polotem ani finezją w pierwszym zdaniu tej recenzji. Czasem jednak liczy się prosty, bezpośredni przekaz. Tak jak ma to miejsce w obrazie Jeana-Marca Vallée. "Witaj w klubie" nie jest zawiłą historią, nie pozostawia widza rozdartego, nie jest dziełem niosącym ukryte przesłania. Nie! To opowieść o tym, że świat, w którym żyjemy nie jest doskonały i na pewno nie jest sprawiedliwy. Historia ludzi, którzy pokazują, że chcieć znaczy móc (acz nie zawsze i nie wszystko). Dzieło o tym, że życie bywa przewrotne. Ale też o tym, że są na tym świecie dobrzy ludzie, ludzie o wielkim sercu albo po prostu tacy, którzy czasem pomogą innym.

Brzmi to górnolotnie i ambitnie, i tu pojawia się uzasadnienie użycia słowa "fajny". Kanadyjczyk bowiem w fajny, prosty sposób, na dodatek z dużą jak na ciężar tematu lekkością o tym wszystkim mówi. Nie nabiera nas na tanie hollywoodzkie sztuczki, wcale nie pomaga polubić tych, których losy przybliża, ale i nie zrzuca na ich i nasze barki całego egzystencjalnego ciężaru. Kibicujemy Ronowi, co wcale nie znaczy, że jest nieskazitelnym bohaterem, trzymamy kciuki za Rayona, choć swymi decyzjami potrafi irytować. W tym właśnie tkwi siła "Witaj w klubie" - w zachowaniu umiaru, w realizmie przefiltrowanym przez srebrny ekran. Nie wynoszeniu na piedestał, nie żerowaniu na naszej empatii, ale jednak z pewną dozą kinowego romantyzmu. Jasne, Vallée chce poruszyć, chce by nad podejmowanymi przez niego kwestiami się zastanowić, nie gra jednak bezwstydnie na emocjach, nie bazuje na egzaltacji, nie bierze nas pod włos. Niemal niczym kumpel przy piwie opowiada niezwykłą, słodko-gorzką historię. I robi to tak fajnie, że będziemy ją długo pamiętać i pewnie do niej wracać.

PS. Nie ustają peany pod adresem Matthew McConaugheya i jego kreacji, które są w pełni uzasadnione. To jednak Jared Leto kradnie show. McConaughey po prostu po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najlepszych współcześnie aktorów. Leto pokazuje, że z gwiazdy stał się aktorem.