FILM

Lady (2011)

Lady, The
Inne tytuły: Lady - Ein geteiltes Herz, The

Recenzje (1)

Opowieść o życiu i działalności birmańskiej aktywistki demokratycznej, Aung San Suu Kyi (w tej roli Michelle Yeoh), która na długie lata została odizolowana od rodziny, najbardziej przerażająca jest w trakcie napisów końcowych. Reżim Birmy to ofiary śmiertelne, okrucieństwa, więzienia, przemoc. Besson odchodzi od takiego wizerunku dyktatury na rzecz naiwnego, rodzinnego melodramatu. Dla fanów kina Francuza, a także dla osób, które spodziewały się mocnej, angażującej emocjonalnie i społecznie opowieści, "Lady" będzie rozczarowaniem.

Film razi przede wszystkim zbyt wieloma uproszczeniami. Nawet azjatycka powściągliwość w ukazywaniu emocji nie tłumaczy chłodu bijącego z gry Michelle Yeoh. Trudno tu wyczuć grozę, smutek. W Birmie Luca Bessona Aung San Suu Kyi może swobodnie jeździć po kraju i głosić hasła podburzające do buntu przeciwko władzy. Jej areszt domowy wygląda zbyt często jak dłuższe wakacje w domu nad jeziorem. Zdarzają się też wpadki, których mistrzowi pokroju Luca Bessona, po prostu, robić nie wypada. Brak dbałości o przemiany fizyczne synów Suu na przestrzeni kilkunastu lat, pojawiające się i znikające rekwizyty, wreszcie niezrozumiale używany język birmański. Czasami ma prawdopodobnie nadawać obrazowi autentyzmu, efekt jest jednak przeciwny. Wątpliwości rodzi też kontrastująca z całością muzyka.

Byłoby niesprawiedliwością powiedzieć, iż "Lady" to totalne nieporozumienie. Film broni postać Anglika Michaela Arisa, męża Aung San Suu Kyi. To bohater ciekawie przedstawiony w scenariuszu i bardzo wiarygodnie zagrany przez Davida Thewlisa (Remus Lupin z "Harry'ego Pottera"). Brawa należą się Bessonowi za to, że po raz kolejny w swojej karierze, postawił na opowieść o silnej kobiecie, co ciągle za rzadko zdarza się na dużym ekranie. Na plus może przemawiać również edukacyjna misja "Lady". Sprawa Suu, wbrew pozorom i pomimo pokojowej nagrody Nobla, nie jest aż tak znana, jak mogłoby się wydawać. Niemniej, po Bessonie, autorze "Nikity", spodziewać można by się jednak o wiele więcej. A może to nie on powinien był stanąć za kamerą tak poważnego filmu?

Więcej o filmie: