FILM

Rybki z ferajny (2004)

Shark Tale
Inne tytuły: Sharkslayer

Recenzje (1)

Film opowiada historię rybki o imieniu Oskar (Will Smith), która ma wyjątkowy talent do pakowania się w duże kłopoty - pieniądze się jej nie trzymają, a długi wciąż rosną. W końcu dostaje ultimatum, albo odda 5 tysięcy, albo zginie. Tylko przypadek sprawia, że Oskar zostaje uznany za bohatera - pogromcę rekina, syna groźnego Don Lino (Robert De Niro). Aby jednak utwierdzić resztę rybek w tym przekonaniu, musi udawać. Pomaga mu w tym drugi syn Don Lino - Lenny (Jack Black), ukrywający przed ojcem fakt, że jest wegetarianinem.

W "Rybkach z ferajny" widać, że twórcy czerpią garściami ze świata popkultury, przetwarzając go na podwodne realia. Wielkomiejskie ulice, piękne apartamenty, a nawet wyścigi koników morskich do złudzenia przypominają naszą rzeczywistość. Piękne to, ale puste. Pod powierzchnią próżno bowiem szukać czegoś więcej niż tylko zgrabnie opowiedzianej historyjki o tym, jak to lekkoduch Oskar zaczyna rozumieć, że szczyt rafy niekoniecznie jest szczytem marzeń, a dziewczyna o imieniu Lola (Angelina Jolie) - chociaż może i oszałamia swoją urodą, jednakże jest zepsuta do szpiku... ości, w przeciwieństwie do wiernej i zawsze lojalnej Angie (świetna Renée Zellweger).

Szczerze jednak wątpię, by któryś z panów pozostał niewrażliwy na wdzięki Angeliny Jolie, nawet jeśli tym razem aktorka ukrywa się pod postacią rybki. Nie mogę się również oprzeć wrażeniu, że potencjał dwóch kultowych postaci współczesnego kina- Roberta De Niro i Martina Scorsese nie został w pełni wykorzystany. Nawiązania do "Ojca chrzestnego" to wszystko na co było stać twórców. A przecież obu artystów łączy coś więcej niż tylko mafijne powiązania.

Jednak młodym widzom "Rybki z ferajny" mogą się spodobać. W filmie można znaleźć liczne odwołania do hiphopowej kultury, którą reprezentują raper i aktor - Will Smith, a także dwie rastafariańskie meduzy (Ziggy Marley i Doug E. Doug). W tym wszystkim widać jednak jakiś sztuczny luz. Jakby twórcom zabrakło odwagi, by pokazać coś więcej niż tylko grzeczną bajkę dla dzieci, a tani morał na zakończenie zdecydowanie obniża poziom tego dzieła.

No ale jest za to medialnie, popkulturowo i kolorowo, a to przecież najważniejsze. Można się też trochę pośmiać, a dialogi w niczym nie odbiegają od typowych rozmów nastolatków. Ja jednak tego nie kupuję.

Więcej o filmie: