FILM

Kocha, lubi, szanuje (2011)

Crazy, Stupid, Love

Recenzje (1)

Cal dowiaduje się, że żona zdradziła go z kolegą z pracy, ponieważ - chociaż jest kobietą - przechodzi kryzys wieku średniego. Kiedy kolejny wieczór spędza w barze, sącząc drink z cienką słomką i przeklinając Davida Lindhagena, z odsieczą przychodzi mu pewien bawidamek. Z jego pomocą, porzucony mężczyzna odzyska swoją męskość.

"Kocha, lubi, szanuje" to typowe kino środka w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony to komedia, która momentami szczerze rozbawi, z drugiej niegłupi film, niesztampowo mówiący o tym, że o miłość trzeba walczyć. Trochę tu prostego, slapstickowego humoru jak chociażby sceny z poklepywaniem po twarzy, sporo jednak też tego bardziej wyszukanego - doskonały motyw z pewnym osławionym układem tanecznym. Bywa romantycznie, ale i na granicy przyzwoitości. Jest o dojrzałej miłości, takiej po przejściach, a także o tej pierwszej, szczenięcej. O samotności i skrywanej potrzebie bliskości. Nie sposób nie docenić samego scenariusza, w którym zgrabnie przeplatają i zazębiają się losy poszczególnych bohaterów, także dzieci. Wszystko fajnie zbalansowane, pełne zwrotów i niespodzianek, a ponadto świetnie zagrane. Steve Carell jest typowym sobą, ale coraz bardziej przekonującym. Kevin Bacon z opalenizną i fałszywym uśmieszkiem okazuje się rozkosznie groteskowy, a Julianne Moore jak zwykle bezbłędna, szczególnie gdy zdradza, na czym była w kinie. No i nikt się nie wścieka tak seksownie jak Marisa Tomei.

"Kocha, lubi, szanuje" to komedia, którą nie tylko z przyjemnością obejrzymy, ale i chętnie do niej wrócimy, chociażby po to, by raz jeszcze zobaczyć śliczną Emmę Stone parskającą śmiechem na widok wyrzeźbionej klaty Ryana Goslinga. Parafrazując cytat z filmu - idealne połączenie komedii i romantyzmu.