FILM

Czarny łabędź (2010)

Black Swan

Recenzje (2)

Nina jest niezwykle utalentowaną, dążącą do doskonałości baletnicą. Po latach pracy i wyrzeczeń dostaje szansę, by zabłysnąć w głównej, podwójnej roli w najsłynniejszym bodaj tanecznym spektaklu - "Jeziorze łabędzim". By jednak stanąć na wysokości zadania i sprostać oczekiwaniom dyrektora, musi znaleźć w sobie nieznaną dotąd, mroczną stronę. Będzie to o tyle trudniejsze, że na rolę czyha też beztroska Lily. A przynajmniej tak się Ninie wydaje.

W wielkim uproszczeniu "Czarny łabędź" jest odwróconą wersją "Zapaśnika". Reżyser ponownie wybrał dla swojego projektu zaskakujące, wręcz nieprzystające środowisko. Znów połączył delikatność, tu wręcz efemeryczność ze swoistą brutalnością. Podczas gdy w historii o wrestlerze pod szorstką, twardą otoczką kryło się piękno i wrażliwość, w nowym dziele Darrena Aronofsky'ego, w subtelnym - z pozoru - świecie baletnic toczy się zacięta walka. Taniec to nie tylko pointy, tutu i lekkie podskoki, lecz także, a może w zasadzie przede wszystkim, krew, pot i łzy. Morderczy wręcz wysiłek fizyczny i niesłychane psychiczne zmagania.

Aronofsky po raz kolejny spisał się wyśmienicie, tworząc intensywny, pełen skrajnych emocji obraz. Genialnie buduje napięcie, kontrastując kruche, zwiewne i taneczne sceny, z iście thrillerowymi, mocno niepokojącymi ujęciami. Płynnie przeplata to, co prawdziwe, z tym, co urojone, pozwalając tak swej bohaterce, jak i widzowi dać się zwieść. Niemała w tym zasługa perfekcyjnej niczym jej postać Natalie Portman i cudownie uwodzicielskiej Mili Kunis, a także sugestywnej muzyki Clinta Mansella.

"Czarny łabędź" to film o pasji, która zmienia się w obsesję, o marzeniach, które stają się koniecznością, o pragnieniu, które nie zna granic. Opowieść o pięknie zbudowanym z brzydoty i zatraceniu tak wielkim, iż powoduje, że rzeczywistość znika.

W otchłani szaleństwa

Długo oczekiwany „Czarny łabędź” Darrena Arronofsky z pewnością zgarnie kilka Oscarów na tegorocznej gali, na pewno cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Trudno się dziwić, gdyż fabuła jest bardzo interesująca. Opowiada o Ninie (Natalie Portman) baletnicy, która jest dziewczyną bardzo zdolną, ambitną i poza tańcem nie widzi świata. Mieszka z despotyczną matką (Barbara Hershey), w różowym pokoiku. Marzy o głównej roli w „Jeziorze Łabędzim”. Reżyser (Vincent Cassell) uświadamia jej, że rola Białego Łabędzia jest dla niej prosta, jednak przemiana w Czarnego Łabędzia będzie dla niej zbyt trudna, gdyż Nina ma być uwodzicielska i zepsuta w tej roli… Dziewczyna przekonuje go by dał jej szansę i stara się zrobić wszystko by wypaść przekonująco jako Czarny Łabędź. Poznaje Lily (Mila Kunis), seksowną, lekkomyślną i śmiałą i wpada w obsesję na jej punkcie. Zaprzyjaźnia się z nią i poznaje pierwszy raz smak rozrywkowego życia i zabawy. Nie zauważa jednak, że popada w coraz większe szaleństwo…
Natalie Portman zagrała rolę swojego życia, jest idealna do swej roli, potrafi być nieciekawą prymuską, zdominowaną przez matkę, by zaraz stać się uwodzicielska, jest przerażająca w scenach obłędu i trudno od niej oderwać wzrok. Stworzyła postać pełną pasji, namiętności i powiedzieć, że zagrała za dobrze to zdecydowanie za mało. Bardzo ciekawą postać stworzyła Mila Kunis i Vincent Cassell, jako osoby stale towarzyszące Ninie w jej zmaganiach, szczere do bólu i bezkompromisowe.
Jest to film stworzony do kina, pełno tu widowiskowych scen tanecznych, muzyki,
dekoracji, strojów, montaż i zdjęcia są niezwykle dynamiczne. Niektórzy zarzucają zbytnią
efekciarskość i rzeczywiście jest to kino pompatyczne i chwilami wtórne (nawiązania do „Wstrętu” Polańskiego, „Requiem dla snu”), chwilami komicznie (matka Niny). Z pewnością nie jest filmem delikatnym, gdyż pełno tu brutalnych scen, bez upiększeń, a jednocześnie jest wiele piękna.
„Czarny Łabędź” to kino pasjonujące, efektowne i porywające. Jest efektowne i trudno
oderwać od niego wzrok i nie przeżywać historii Niny…