FILM

Fair Game (2010)

Recenzje (1)

Valerie Palme (Naomi Watts) jest agentką CIA. Fakt ten zostaje opublikowany w mediach w celu jej zdyskredytowania, po tym jak jej mąż (Sean Penn), były ambasador, napisał artykuł o prowadzonej przez Busha manipulacji dotyczącej broni masowego rażenia.

Akcja rozpoczyna się tuż po atakach z 11 września. Korzystając z prawdziwej historii (obraz powstał na podstawie książki byłej agentki Valerie Plame), Doug Liman próbuje pokazać błędy, czy raczej kłamstwa i przewinienia administracji Busha, które posłużyły za podstawę wypowiedzenia przez Stany wojny Irakowi. Reżyserowi w równej mierze, co na przypomnieniu faktów (o tym, że broń masowego rażenia nie była produkowana w Iraku i nie było podstaw, by tak twierdzić), zależało też na nakręceniu zgrabnego thrillera. Efekt jest... nijaki.

Z jednej strony to dzieło wymierzające policzki Bushowi i jego gabinetowi, a w szczególności wiceprezydentowi Dickowi Cheneyowi i jego ludziom, z drugiej to po prostu opowieść o agentce, jej małżeństwie, karierze, osobistych dramatach. Na początku zarzucani jesteśmy masą informacji, nazwisk, technicznych danych, wprowadzani w tajniki działalności CIA, między fabułę wplatane są dokumentalne zdjęcia, a świetna czołówka z przemowami byłego prezydenta USA i piosenką Gorillaz w tle stanowi doskonałą wskazówkę dotyczącą tonu, w jakim utrzymany jest dramat. Z czasem jednak zamiast faktów dostajemy coraz więcej bardziej okrągłych zdań o sprawiedliwości i wolności wypowiadanych przez bardzo zaangażowanego Penna, który staje się bezsilnym Don Kichotem. Stopniowo cała sprawa zaczyna być też przedstawiana nie jako skandal na światową skalę, lecz przez pryzmat kryzysu związku Valerie. Z jednej strony "Fair Game" staje się przez to obrazem bardziej wiarygodnym, opowiadającym o ludziach z krwi i kości mających normalne problemy, z drugiej jednak z zaangażowanego politycznie kina, robi się zwyczajny, bardzo amerykański film, z miejscem na tragedię pewnej rodziny z Bliskiego Wschodu.

Więcej o filmie: