FILM

Salt (2010)

Recenzje (2)

Tytułowa Evelyn Salt to agentka CIA oskarżona o bycie uśpionym rosyjskim szpiegiem. Kobieta robi wszystko, co w jej mocy, by oczyścić się z zarzutów.

Jolie okazała się doskonałym wyborem (choć pierwotnie Salt miał zagrać Tom Cruise). W kinach nie brakuje twardzieli, niewielu z nich ma jednak tak filigranową figurę i kształtne usta. Poza tymi "detalami", Angelina nie różni się od najlepszych z najlepszych. Jest twarda, sprytna i nieugięta. Kiedy trzeba skopie tyłek z półobrotu, zrzuci z motoru a nawet zadźga, i to bez mrugnięcia okiem. Z drugiej jednak strony kobiecy pierwiastek każe jej ocalić ukochanego pieska, którego zamkniętego w plecaku przenosi do sąsiadki, a robi to z gracją, spacerując po gzymsie.

Poprzez nawiązania do zimnej wojny, obraz Phillipa Noyce'a może kojarzyć się z przygodami Jasona Bourne'a. Salt, podobnie jak Bourne, nie jest superbohaterem, zbawcą ludzkości, walczy przede wszystkim o siebie, a jej atutami są bystry umysł, odpowiednie wyszkolenie i nieco broni. Tym samym czeka nas mocno oldschoolowa sensacja, niemal klasyczny thriller w stylu chociażby "Ściganego" z licznymi pościgami, farbowaniem włosów czy robieniem bomb z podręcznych chemikaliów.

Niewątpliwą zaletą filmu jest scenariusz Kurta Wimmera, zgrabnie łączący historyczne wątki z współczesnością. Przede wszystkim jednak imponują mnożone w nieskończoność zwroty akcji i niejasności, które trzymają widza w napięciu i niepewności do końca.

Nie można zapomnieć o Danielu Olbrychskim, którego rola jest całkiem spora, a na dodatek kluczowa dla fabuły. Poza tym nasz aktor wywiązał się z powierzonego mu zadania naprawdę bez zarzutu.

"Salt" to najlepszy szpiegowski thriller od lat i na pewno najlepsze dzieło Phillipa Noyce'a od czasu "Kolekcjonera kości".

Sól i wpieprz!

James Bond leży w zamrażarce czekając na ocieplenie klimatu wokół produkcji jego najnowszych przygód, Jason Bourne wrócił do "domu", gdzie spotkał się raczej z chłodnym przyjęciem, więc wyjechał do ciepłych (lub zimnych) krajów. Co zatem robić gdy w środku filmowego sezonu zima zaskoczy drogowców? Przepraszam, - zaskoczy filmowców. Odpowiedź jest podobna w obu przypadkach - sól. Solą trzeba posypać wstęgi asfaltu bądź celuloidu a przyczepność kół i widzów się zwiększy. Solą dodatkowo zwiększającą pragnienie, gdy mowa o "Salt" jest Angelina Jolie (tytułowa Evelyn Salt), która zastąpiła pierwotnie szykowanego do tej roli Toma Cruise'a (całkiem słuszna decyzja, bo to i wreszcie jakaś odmiana, a i Cruise przymierza się akurat do czwartej odsłony swojej "niemożliwej misji").
Wszystko zaczęło się od Bonda, wszak tajni agenci są solą swych ziem - "Salt" zaczyna się niemal identycznie, jak "Śmierć nadejdzie jutro", Evelyn Salt jest torturowana w północnokoreańskim więzieniu (u Bonda były skorpiony, ale dziś jak się okazuje "waterboarding" cieszy się największym uznaniem), jednak udaje się dokonać wymiany i po dwu latach widzimy ją w zdrowiu i szczęściu pracującą w amerykańskim wywiadzie, w departamencie do spraw wschodnich. Dwadzieścia minut przed wyjściem z biura do "firmy" zgłasza się jednak rosyjski szpieg dezerter Wassilij Orłow (Daniel Olbrychski wbrew pogłoskom mówiący swoim głosem, bez dubbingu i całkiem nieźle radzący sobie w roli starego, przerysowanego "ruskiego agenta") i oświadcza, że szykowany jest zamach na prezydenta Rosji przebywającego właśnie w Nowym Jorku. Zamachu ma dokonać sowiecki uśpiony agent. Sęk w tym, że agentem ma być Evelyn Salt. Jej współpracownicy są skonfundowani, bezpośredni przełożony Ted Winter (chomikowaty Liev Schreiber) chce pomóc wyjaśnić oskarżenia, natomiast pragmatyczny Peabody (Chiwetel Ejiofor) chce aresztować. W obawie o życie swojego męża, Salt decyduje się uciekać w iście macguyverowski sposób. Resztę obrazu dopełnia bieganie, strzelanie, pościgi samochodowe, piętrowe intrygi i salta dokonywane przez Salt (Angelina Jolie podobno sporą część kaskaderskiej roboty wykonała sama). Są także przebieranki (Salt jako czeski oficer) i zimnowojenne radzieckie legendy, czyli wszystko, co jest solą gatunku. Jeżeli tylko widz potraktuje z przymrużeniem mózgu cała tę woltyżerkę rodem z "Tomb Raider'a", to "Salt" nie będzie mu solą w oku.
Evelyn Salt to bardziej siostra Bourne'a niż kuzynka Bonda. Podobnie jak Bourn'e jest golemem ulepionym do post-zimnowojennych rozgrywek, jednak z o wiele bardziej przyjemną kibicią i fizys. Reżyser Phillip Noyce (autor sentymentalno - szpiegowskiego "Spokojnego Amerykanina" i udanej "Ślepej furii") sprawił, że w "Salt" w obławie rodem z "Wroga publicznego" wije się intryga z "Bez wyjścia" z Kevin'em Costner'em i słychać dzwonek "Telefonu" - zapomnianego nieco filmu Don'a Siegel'a o sowieckich "śpiochach" z Charles'em Bronson'em w roli głównej. Wszystko to sprawia, że jeśli producenci nie przesolą kolejnych odsłon, to Evelyn Salt jeszcze nie raz porządnie przypieprzy.