FILM

Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu (2009)

Twilight Saga: The New Moon
Inne tytuły: New Moon, Twilight 2, Księżyc w nowiu, Saga Zmierzch: Księżyc w nowiu

Recenzje (2)

Proszę jeszcze nie robić na mnie zakusów i nie wynajmować złoczyńców, którzy zrobią mi krzywdę. "Księżyc w nowiu" nie jest słaby. Jest logiczną kontynuacją "Zmierzchu" i chociaż scenariusz nie trzyma się kurczowo powieści, kluczowe kwestie oraz wątki pozostawiono nietknięte lub zgrabnie dopasowano je do potrzeb filmu (szczęśliwie pozbawiono nas szczegółów wyprawy do Włoch czy kilkumiesięcznej emocjonalnej agonii Belli). Udało się także utrzymać zapoczątkowany w pierwszej części klimat, znakomicie podkreślając go kapitalnym soundtrackiem (przepięknie wypada połączony z obrazem utwór "Possibility" Lykke Li). Aktorzy również wywiązali się ze swych zadań bezbłędnie, szczególnie Taylor Lautner, który urzeka nie tylko rozbudowaną fizycznością. Młodzieniec perfekcyjnie oddał chłopięco-męską naturę Jacoba (chociaż, co mówię nie bez ukrywanego żalu, jest go zdecydowanie mniej niż w powieści).

Problem z "Księżycem..." jest taki, że ta część historii to w dużej mierze sercowe rozterki Belli. Czytając książkę, wielostronicowe rozmyślania nastolatki, można jeszcze wczuć się w jej trudny los, niestety na ekranie nie wypada to najlepiej. Przez większą część film się dłuży (zwłaszcza, gdy wiemy, kogo ostatecznie wybierze dziewczyna). Owszem, zadbano o kilka urozmaicających opowieść drobiazgów, mimo wszystko film nabiera tempa i kolorytu, dopiero po skoku z klifu. Kiedy pojawiają się Volturi atmosfera w końcu robi się przyjemnie niepokojąca, akcja nabiera dynamiki, nie mówiąc o kapitalnej scenie walki wampirów.

Szkoda, że nie poświęcono w obrazie więcej miejsca wilkołakom, nie przybliżono ich świata podobnie jak w "Zmierzchu" nakreślono portret współczesnych wampirów. Pozostaje zadowolić się obficie eksponowanymi, perfekcyjnie wyrzeźbionymi klatami potomków wilków. No i czekać na "Zaćmienie".

Parę słów na temat Księżyca w nowiu

Na początku chciałam zaznaczyć, że na Księżyc w Nowiu szłam z ogromny sceptycyzmem i wieloma obawami. Uwielbiam w prawdzie Sagę o Belli i Edwardzie, ale ekranizacja Zmierzchu jakoś mnie nie zachwyciła. Natomiast film, który wszedł do kin 20 listopada został zrobiony z większym rozmachem, utrzymany jest na o wiele lepszym poziomie niż jedynka. Podobało mi się to, że reżyser postanowił być wierny literackiemu pierwowzorowi, dzięki temu film ma wspaniały klimat i ogląda się go z narastającym zaciekawieniem. Aktorzy wcielili się w swoje role znakomicie: Kristen Stewart jest po prostu świetną Bellą, Ashley Greene idealnie zagrała Alice, doskonale poradził sobie również Taylor Lautner jako Jacob. Dużym atutem tego filmu dla mnie są dialogi: niekiedy humorystyczne, niekiedy romantyczne - właśnie tak, jak powinno być w ekranizacji Księżyca w Nowiu. Zmierzch był trochę chaotyczny, przypominał często zbitkę scen niepowiązanych ze sobą niczym. Natomiast filmowy Księżyc w nowiu jest pozbawiony tej wady, wszystko łączy się tam ze sobą, jedna scena wynika z poprzedniej. Oczywiście, w Księżycu w Nowiu pojawia się parę słabszych momentów: między innymi wizja Alice przedstawiająca Bellę (po przemianie) i Edwarda biegnących po lesie. Bella przypomina w tej scenie pasterkę, a nie piękną wampirzycę i efekt jest komiczny (chyba, że taki był zamysł reżysera...). Ambiwalentne uczucia mam też w stosunku do zakończenia. Edward mówi Bellli: "Wyjdź za mnie" i tak się film kończy... Rozumiem, że to ma już być zapowiedź następnej części, ale wyszło jak w jakieś telenoweli. Ogólnie, film ma w sobie sporą dozę magii, wobec której jestem absolutnie bezbronna i nie potrafię się jej oprzeć. Krytycy mogą sobie wypisywać różne rzeczy na temat tego filmu, mi się po prostu podobał!

Więcej o filmie: