Wiera pokochała Polskę za sprawą piosenek śpiewanych przez Ewę Demarczyk do muzyki Zygmunta Koniecznego. Potem, gdy stała na legnickiej scenie tworząc własną interpretację "Grande Valse Brillante", dostrzegła wśród jurorów tego jedynego - polskiego żołnierza. Tymczasem na Wierę z miłością, dumą, ale też obawą spoglądał jej mąż Jura. Trzydzieści lat później tenże radziecki pilot, niedoszły kosmonauta, przywozi do Legnicy córkę, również Wierę. Chce jej pokazać miejsca "małej Moskwy", w których w 1968 roku rozegrał się międzynarodowy dramat.
Zachwycająca Swietłana Hodczenkowa stworzyła dwie odrębne kreacje aktorskie. Obie Wiery bardzo się od siebie różnią. Kobieta z lat 60. to życzliwa światu, wrażliwa romantyczka. Jej córka zachowuje się natomiast jak wredna, pełna buty nuworyszka. Rosyjska aktorka świetnie poradziła sobie z trudnym zadaniem. Ponadto jej śpiew wzbudza najwyższy podziw. Jednakże zachowanie obu Wier, postaci stworzonych przez reżysera i scenarzystę Waldemara Krzystka, budzi niezgodę. Pierwsza nie miała powodu do zdrady. Ludzie są seksualni, ale mają też rozum, z którego powinni korzystać, gdy przysięgają komuś wierność, miłość i oddanie. Druga musiała wychowywać się w chorobliwej atmosferze, skoro wyrosła z niej taka zraniona jędza. A przecież tatuś ją kocha!
"Mała Moskwa" mimo wszystko wzbudza szacunek. Krzystek umieścił akcję melodramatu w wyjątkowo ciekawych czasach. Dołożył także interesujący wątek ormiański. Wszystko to sprawia, że historia Rosjanki i Polaka nabiera bardziej uniwersalnych barw. Zachowanie postaci może wzbudzać kontrowersje, ale reżyser zapanował nad całością zgodnie z zasadą: melodramat rządzi się logiką miłości, która niewiele ma wspólnego z racjonalizmem.
"Mała Moskwa" Waldemara Krzystka, zwycięski film na festiwalu w Gdyni, rozpoczyna się od końca. Jura (Dimitrij Uljanov) jedzie z córką odwiedzić grób swojej żony Wiery (Svetlana Khodchenkova w obu rolach). Podczas podróży, wspomina przeszłość, ujawnia się również jego konflikt z córką.
Wiele lat temu jego żona, wygrała radziecko-polski konkurs piosenki, a nagrodę jej wręczył oficer i muzyk Michał (Lesław Żurek). Wkrótce między nią, a Polakiem wybucha gwałtowne uczucie. Kiedy rodzi się ich dziecko, kobieta pragnie rozwieść się z mężem, ale władze rosyjskie robią wszystko by temu zapobiec.
Historia ta, wydaje się być więc pasjonująca - zagubieni kochankowie, których otaczają ogromne przeciwności losu - polityka, status społeczny, zdradzony mąż i narodowość. Napisałam "powinna", ponieważ niestety taka nie jest. Kreacja głównej aktorki Svetlany Khodchenkovej, jest dobra, rosyjska aktorka potrafi przekazać drzemiące w niej uczucia i zafascynować widza. Niestety towarzyszący jej Lesław Żurek, który kreuje postać bojowniczego, zbuntowanego i pełnego pasji oficera, bardziej przypomina grzecznego chłopca na akademii szkolnej, beznamiętnie deklamującego ustalone kwestie.
I taki jest niestety cały film - beznamiętny i letni. Chaotycznie i bardzo powierzchownie ukazano relację Wiery Michała - nie odczuwa się łączącego ich uczucia, ani erotycznej atmosfery; nieudolnie zbudowano napięcie między nimi, rozwój ich uczucia. Postacie są zarysowane chłodno i trudno im zwyczajnie uwierzyć. Podobnie ataki społeczne na kochanków, to, doszło do tragicznego końca, zostało zaledwie wspomniane.
Jest kilka wyrazistych, zapadających scen w pamięci - jak ucieczka Wiery do Michała ze szpitala, jej śpiew. Szkoda, bo w tym filmie drzemał potencjał, mogło powstać wielkie, pasjonujące ognisko, a tak widzimy zaledwie tlącą się zapałkę...