FILM

Miasto ślepców (2008)

Blindness
Inne tytuły: Ensaio Sobre a Cegueira

Recenzje (2)

"Miasto ślepców" to filmowa antyutopia. Głównymi bohaterami są ludzie, którzy nagle, bez powodu, w wyniku niewytłumaczalnej epidemii, oślepli. Wzrok zachowała jedynie żona okulisty. Otoczona ślepcami próbuje przeżyć w wielkich koszarach, strzeżonych przez wojsko. Jakby nie dość było cierpienia, z czasem miejsce kwarantanny przemienia się w pole bitwy.

Taka fabuła z miejsca dostarcza pola do refleksji. Czy rzeczywiście musimy oślepnąć, aby pojąć jak bardzo jesteśmy na co dzień szczęśliwi? Czy jedyna osoba posiadająca dar widzenia wśród setek niewidomych powinna się z tego cieszyć? Pytania te Meirelles zadaje wprost. Także odpowiedzi padają wprost w dialogach bohaterów. Fabularna metafora zmienia się bardzo szybko w banał. Ukoronowaniem pretensjonalności filmowego dyskursu o granicach człowieczeństwa jest końcowe przesłanie wypowiedziane ustami mądrego starca z opaską na oku. Dwugodzinny spektakl odsłaniający zwierzęcą naturę ludzi, nie służy niczemu nowemu. Po prostu nuży. Zaprogramowane w fabułę duchowe oczyszczenie nie przychodzi.

Oczywiście najnowszemu filmowi Meirellesa nie można odmówić dobrych kreacji aktorskich, ale czy Julianne Moore, Mark Ruffllo lub Gael García Bernal kiedykolwiek zagrali słabo? Także zdjęcia, odwołujące się niekiedy wręcz do klasyków malarstwa zadziwiają, a wręcz odciągają uwagę widza od schowanej za obrazami historii. Przez co film ogląda się jak wysmakowany wizualnie, ale nachalnie umoralniający wykład.

Czy po obejrzeniu można użyć słów: „mocny”, „brutalny”, „brudny”, jeśli ma się obraz tego, co opisywał w „Mieście Ślepców” Portugalczyk? Tak, ale mamy tu raczej wersję „soft”, zarówno w pokazywaniu obrzydliwości, jak i ludzkich dramatów.

Fabuła jest fascynująca: Tajemnicza zaraza zaczyna masowo oślepiać ludzi. Początkowo poznajemy grupę zarażonych; pierwszego ślepca, jego żonę, złodzieja, który ukradł im samochód, lekarza okulistę, grupę jego pacjentów: małego chłopca, atrakcyjną call-girl, starszego mężczyznę z opaską na oku, w końcu żonę okulisty, graną przez Julianne Moore. Jest to postać kluczowa, bowiem z niewiadomych powodów jako jedyna nie traci wzroku. Kiedy rząd postanawia odizolować „chorych” w opuszczonym szpitalu, kobieta towarzyszy mężowi udając niewidomą. W ten sposób, potajemnie obserwuje życie ślepców, których przybywa z każdym dniem. Rząd nie panuje nad sytuacją, brakuje jedzenia, środków sanitarnych, w końcu łóżek. Zapychają się toalety, piętrzy się brud, gniją zwłoki zastrzelonych przez żołnierzy ludzi. Żona lekarza stara się pomagać w codziennym życiu niewidomym, sfrustrowanym własną bezradnością, jednak stopniowo dochodzi do nowych tragicznych wydarzeń. Ich kulminacją staje się przejęcie w budynku władzy przez samozwańczego króla Oddziału Trzeciego (świetny Gael Garcia Bernal). Kiedy ludzie opuszczają w końcu piekło, jakim jest szpital, trafiają w kolejny chaos- do miasta, w którym jeszcze do niedawna żyli, pracowali i funkcjonowali- teraz postapokaliptyczny świat, gdzie nie ostał się żaden widzący.

Nikt w tej smutnej przypowieści nie ma imienia, poznajemy jedynie funkcje, jakie pełnił, zanim oślepł. Postacie stają się alegoriami: dobro, okrucieństwo, żądza, mądrość, głupota. W tym strasznym świecie jest nawet miejsce na miłość, ale nie na piękno.

Powiem wprost: brzydoty i rozpaczy jest w tym filmie za mało. Nie dlatego, żeby widza zmęczyć, ale ta namiastka, jaką serwują nam twórcy z Hollywood, momentami wypada nieautentycznie, jakby mówili: jest źle, a nawet fatalnie, ale oszczędzimy wam tego. Drastyczne wątki przeplatane są scenami, które powinny być poruszające i symboliczne, jednak wypadają ckliwie i raczej kiczowato. Mocną stroną filmu są zdjęcia, prześwietlone, wszechobecna biel(którą ofiary epidemii widzą zamiast czerni). Dość dobrze wypada także Moore, smutna ofiara swojego „daru” widzenia. Niezły film na podstawie świetnej książki.

Więcej o filmie: