FILM

W stronę słońca (2007)

Sunshine

Pressbook

Gwiazdy nie są wieczne.
Co sekunda we Wszechświecie ginie jakaś z nich.
Nasza najbliższa gwiazda, Słońce, jest reaktorem atomowym wielkości miliona Ziem.
W każdej sekundzie spala 600 mln ton wodoru.
Naukowcy obliczają, że Słońce posiada zapas wodoru na 5 mld lat.
Co stanie się z Ziemią, jeśli te obliczenia są mylne?
Co stanie się z ludzkością?

Gęsty, klaustrofobiczny thriller W STRONĘ SŁOŃCA w reżyserii Danny’ego Boyle, produkowany przez Andrew Macdonalda powstał wg scenariusza Aleksa Garlanda. W filmie występują: Rose Byrne („Troja”), Cliff Curtis („Jeździec wielorybów”), Chris Evans („Fantastyczna czwórka”), Troy Garity („Po zachodzie słońca”), Cillian Murphy („28 dni później”, „Powrót Batmana”, „Red Eye”), Hiroyuki Sanada („Ostatni samuraj”), Mark Strong („Syriana”), Benedict Wong („Niewidoczni”) i Michelle Yeoh („Wyznania gejszy”, „Przyczajony tygrys, ukryty smok”).

„Punktem wyjścia W STRONĘ SŁOŃCA – wyjaśnia producent Abdrew Macdonald – jest sytuacja, że za 50 lat Słońce zacznie gasnąć i zabraknie światła i energii, by ludzkość mogła przetrwać. Wszystkie społeczności świata zebrały środki na misję kosmiczną, która zrzuci na Słońce ładunek jądrowy mający je na nowo pobudzić do działania. Nasza historia koncentruje się na ósemce astronautów i naukowców, która podejmuje się tej misji. W swej podróży w stronę Słońca załoga natyka się na statek kosmiczny Icarus II, wysłany z taką samą misją siedem lat wcześniej a obecnie dryfujący w kosmosie. Od tego momentu wszystko zaczyna toczyć się źle. Nasz film opowiada o ludziach, którzy muszą działać w sytuacji niezwykłej presji, jaką jest świadomość konieczności ocalenia ludzkości”.

Scenarzysta Alex Garland wpadł ma pomysł W STRONĘ SŁOŃCA w 2004 roku, kiedy przeczytał artykuł w jednym z amerykańskich periodyków naukowych. „Zawsze chciałem napisać scenariusz filmu stricte fantastyczno-naukowego – mówi Garland. - Chciałem zastanowić się nad kondycją człowieka przemierzającego kosmos: co tam odkryje, jak zachowa się jego podświadomość. Szukałem fabuły, która wspomoże ten pomysł, kiedy przeczytałem artykuł na temat przyszłości ludzkości z perspektywy ściśle naukowej. Opisano tam teorie o śmierci Słońca i symulacje, co się stanie, jeśli to nastąpi. Człowiek potrzebuje energii słonecznej do życia i jeśli jej zabraknie, staniemy przed perspektywą wymarcia. Zainteresowało mnie, jak łatwo przychodzi spekulowanie na temat zagłady gatunku ludzkiego, zwłaszcza kiedy ma się to zdarzyć nie za naszego życia. A gdyby tak odpowiedzialność za przetrwanie życia na planecie złożyć na barki jednego człowieka? To był punkt wyjścia mojego scenariusza.

Obserwując społeczny i gospodarczy rozwój Chin, filmowcy uznali, że w przyszłości załoga każdej ekspedycji kosmicznej będzie składać się w sporej części z Azjatów. „W filmie mamy załogę złożoną z Amerykanów i Azjatów, bowiem uznaliśmy, że za 50 lat chiński i amerykański program kosmiczny będą tak zaawansowane, że będą w stanie podjąć takie wyzwanie – mówi Boyle. – Ale aktorów szukaliśmy na całym świecie”. Zdjęcia próbne odbyły się w Los Angeles, Nowym Jorku i Londynie, Boyle zgromadził na nich imponującą międzynarodową obsadę – aktorów z Ameryki, Japonii, Malezji, Australii, Nowej Zelandii, Irlandii i Wielkiej Brytanii.

Irlandzki aktor Cillian Murphy został obsadzony w roli Capy, pokładowego fizyka Icarusa II i jedynego członka załogi, który naprawdę wie, jak posłużyć się bombą, w jaką został wyposażony statek. „W przeciwieństwie do reszty załogi Capa nie jest wojskowym, inżynierem czy zawodowym astronautą – wyjaśnia Murphy. - Jest naukowcem, który zna fizykę na poziomie niepojętym dla innych. Nie przypuszczałem, że osiągniecie tego poziomu wiedzy może sprawić, że inni członkowie załogi niemal go wykluczyli ze swego grona”.

Zdaniem Murphy’ego, kluczem do sukcesu był scenariusz Garlanda. „Ten scenariusz wciąga od pierwszej strony – uważa. – Jest inteligentny i dobrze napisany. Alex wypełnia tekst mnóstwem odnośników do współczesności i robi to bardzo sprytnie, zgodnie z regułami gatunku”. Murphy ucieszył się także z ponownego spotkania z Boylem i zespołem, który poznał na planie „28 dni później”. „Danny jest jednym z najlepszych współczesnych reżyserów – mówi. – Praca z nim przydaje energii. On wnosi do filmu tę szczególną energię i poczucie wspólnoty. Bardzo się cieszę, że mogę nakręcić z nim jeszcze jeden film, mam nadzieję, że wspomogę ten projekt moim doświadczeniem i dojrzałością”.

„Szukaliśmy aktora, który pomógłby widowni ogniskować jej nadzieje i lęki w trakcie projekcji, a Cillian posiada tę rzadki talent – zauważa Boyle. – Wynika to po części z doświadczenia, a po części z zaufania, ale ma on w sobie to coś, bez czego trudno byłoby nakręcić taki film jak W STRONĘ SŁOŃCA. To siła napędowa wynikająca z pracy z dobrymi reżyserami i dobrymi ludźmi. A tym, którzy sądzą, że nie wygląda na fizyka powiem, że bardzo przypomina naszego konsultanta Briana Coxa, co nie jest przypadkowe”.

Amerykański aktor Chris Evan, pamiętny z roli Ludzkiej Pochodni w przebojowej „Fantastycznej Czwórce”, został obsadzony jako Mace, inżynier pokładowy. „Mace pochodzi z rodziny o tradycjach wojskowych, w wyniku czego jest oschłyn i zdyscyplinowany, pod względem moralnym nieskomplikowany – wyjaśnia Evans. – Na pokładzie jest człowiekiem odpowiedzialnym za działanie statku i potrafi działać nawet w sytuacji najwyższej presji”.

„Chris to wspaniały facet – mówi Boyle. – Kiedy się spotkaliśmy, zobaczyłem w nim poważnego, rasowego aktora gotowego na wszystko. Od razu go polubiłem i szybko obsadziłem w roli. Szybko zdobył moje zaufanie, stać go na wielkie rzeczy”.

„Danny to wspaniały gawędziarz – odwięcza się Evans. – Kiedy decydujesz się na film, musisz wiedzieć, kto będzie prowadził narrację, a kiedy tym kimś jest człowiek pokroju Danny’ego, bez wahania podejmujesz wyzwanie. Dobrze mieć reżysera, któremu wierzysz, o którym wiesz, że potrafi odróżnić dobro od zła, z którym warto podjąć ryzyko. Nie ma lepszego poczucia dla aktora niż świadomość bezpieczeństwa w trakcie pracy”.

Filmowcy długo szukali azjatyckiego aktora, który mógłby zagrać najbardziej doświadczonego członka załogi, dowódcę Icarusa II – kapitana Kanadę. Boyle zobaczył japońskiego aktora Hiroyuki Sanadę w głośnym filmie Yoji Yamady „The Twilight Samurai” i był pod wrażeniem samej jego prezencji. „Stworzył autentyczną kreację – wspomina Boyle. – Kiedy się spotkaliśmy, odniosłem wrażenie, że ma w sobie naturalny autorytet, któremu ludzie automatycznie się podporządkowują, co było kluczowe dla roli”. Dla Sanady było to spore wyzwanie, bowiem W STRONĘ SŁOŃCA było zaledwie drugim filmem anglojęzycznym w karierze. „Lubię filmy Danny’ego, mają swoje tempo i rytm, charakterystyczny dla świata, który kreują – mówi Sanada. – Ten scenariusz to wielki ludzki dramat. Grupa ludzi spędza ze sobą mnóstwo czasu zamknięta w pojeździe kosmicznym, jest w tym nie tylko materiał na kreacje, ale i wiele motywów do refleksji”.

Międzynarodowa gwiazda Michelle Yeoh gra Corazon – biologa odpowiedzialnego za ogród tlenowy na pokładzie Icarusa II, podstawowe źródło tlenu i świeżej żywności. „Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że Corazon jest najszczęśliwszym członkiem załogi, ponieważ dysponuje ogrodem tlenowym – mówi Yeoh. – Po prostu prowadzi swoje eksperymenty i uprawia warzywa. Ale, oczywiście, nikt nie był gotowy na tragiczne wydarzenia, które nadeszły. Ten film w miarę rozwoju staje się coraz bardziej dramatem psychologicznym lub wręcz duchowym. Załoga jest coraz bardziej zmęczona. Kiedy patrzysz w przestrzeń kosmiczną, czego masz szukać? Patrzysz w otchłań tak głęboką, że możesz zatracić swoją duszę”.

„Czytając scenariusz czułem, że będę chciał zaangażować Michelle – wyjaśnia Boyle. – Zanim zobaczyłem „Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka”, widziałem ją w „Jutro nie umiera nigdy” i byłem kompletnie pod jej wrażeniem. Przyjęła rolę dziewczyny Bonda, ale wypełniła ją swoją osobowością do tego stopnia, że pokochałem ją za to”.

„Zawsze wierzyłam, że reżyser jest duszą filmu – zauważa Yeoh. – Może być doskonały scenariusz, ale kiedy reżyser nie ma wizji, powstanie przeciętny film. Danny nie tylko ma wizję, ale na dodatek tryska energią i pasją. Praca z mim jest wspaniała i pełna niespodzianek. Namawia do współdziałania i daje poczucie, że wraz z nim dochodzisz do czegoś nowego, do czegoś, w czym jeszcze nie uczestniczyłeś”.

Australijska aktorka Rose Byrne gra Cassie, pilota Icarusa II. „Cassie jest zapewne najbardziej uczuciowym członkiem załogi, ma serce na dłoni – wyjaśnia Boyle. – Myślę, że znalazła się na pokładzie ze względu na swój temperament. Przez całą podróż nie miała chwili załamania. Najbardziej monotonne dla mnie było kręcenie tych scen nad pulpitem sterowniczym, z beznamiętnym wydawaniem komend przez mikrofon, wpatrywaniem się w pusty ekran i niezwracaniem się do osoby obok. Nie można odreagować na czymś prawdziwym, zwłaszcza kiedy inne sceny wymagają tak wieku emocji. To jak życie i śmierć w jednej chwili”.

Podobnie jak inni Byrne jest wielbicielką Boyle’a i Garlanda. „To wspaniali artyści – eleganccy i dążący do zguby, mroczni i interesujący. Praca z nimi była bardzo ekscytująca”. Boyle był zachwycony jej rolą w „Troi”. „Rose jest aktorką niezwykłą – zauważa. – Kiedy tylko włącza się kamera, ona zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Potrafi w jednej chwili utożsamić się z rolą, co jest bardzo pomocne w przypadku pracy zespołowej”. „Jest inteligentna i wewnętrznie skupiona - dodaje Macdonald. – Nie było wątpliwości, że poradzi sobie z rolą Cassie”.

Troy Garity, który przyjął rolę Harleya, pokładowego oficera łączności, to wielkie odkrycie Boyle’a. „Nigdy wcześniej nie widziałem go na ekranie – wspomina reżyser. – Ale kiedy się spotkaliśmy, wiedziałem, że będzie znakomitym uzupełnieniem naszego filmu. Jest bardzo skrupulatny – traktuje swój zawód bardzo serio i starannie przygotowuje się do roli”.

„Harley jest zastępcą dowódcy statku. Stracił swoją rodzinę, ale starannie ukrywa to przed resztą – wyjaśnia Garity. – Prawdopodobieństwo przetrwania jest niewielkie i każdy z bohaterów godzi się z tym na swój sposób: jedni honorowo, inni duchowo, a jeszcze inni po prostu się z tym godzą. Mój bohater myśli o sobie, że jest odważny, ale w obliczu próby okazuje się zwyczajnym człowiekiem. Czytałem wiele scenariuszy, ale W STRONĘ SŁOŃCA różni się od innych. To tekst z przesłaniem filozoficznym, choć zarazem komercyjny i służący rozrywce. Alex ma skłonność do łączenia elementów kina autorskiego z walorami komercyjnymi”.

Do roli Searle, lekarza pokładowego Icarusa II, Boyle szukał kogoś, kto potrafiłby obalać stereotypy. „Rola została napisana z myślą o Brytyjczyku – wyjaśnia – ale zdecydowaliśmy się na Nowozelandczyka Cliffa Curtisa. Przyjął rolę z takim zapałem, że wiedziałem, że to właściwy wybór”.

Curtis zdecydował się na rolę, bo była to szansa na pracę z Boylem. „Danny to dość specyficzny facet, mocno stąpający po ziemi i bez złudzeń co do pracy na planie. Mój bohater jest lekarzem psychiatrą, który sam popada w obsesję na punkcie Słońca. Podejrzewa, że coś się stało z poprzednią misją, obawia się, że coś złego stanie się z tą, toteż potraktował siebie jak królika doświadczalnego. Searle rozważa możliwość, że dla niektórych Słońce jest obliczem Boga. Zaczyna obserwować Słońce i wkrótce popada w obsesję, uważając, że chce ono coś mu przekazać. Czy my, ludzie, mamy prawo przeciwstawiać się Naturze? Jeśli Słońce umiera, czy mamy cokolwiek do powiedzenia w tej kwestii?”.

Benedict Wong gra oficera nawigacyjnego Treya. „Widziałem Benedicta w filmie „Niewidoczni”, to wspaniały młody aktor – mówi Boyle. „Moim zdaniem, scenariusz jest fascynujący, zaś fabuła bardzo wiarygodna, co sprawiło, że natychmiast chciałem w tym zagrać – przyznaje Wong. – Trey był dziecięcym geniuszem, jako nastolatek stworzył wirusa komputerowego, który zdestabilizował jedną szóstą komputerów świata. Zwróciło to na niego uwagę władz, które postanowiły spożytkować jego geniusz w dobrej sprawie i włączyły go do programu badania kosmosu. Jego praca na Icarusie II polega na bezpiecznym prowadzeniu statku w stronę Słońca, ale popełnia błąd, który będzie kosztował go życie”.

Do roli Pinbackera, kapitana Icarusa I – pierwszej misji w stronę Słońca, wybrano Marka Stronga. Boyle pracował z nim wcześniej na scenie. „Szukaliśmy człowieka takiego jak Michael Schumacher, który posiadałby zdolności przywódcze, a jednocześnie świetnie panowałby nad techniką. Mark był doskonałym wyborem, takim wyższym Anthony Hopkinsem” – wyjaśnia Boyle.

Kiedy załoga Icarusa II spotyka Pinbackera, jego ciało od siedmiu lat było wystawione na działanie promieni słonecznych. Aby uzyskać efekt okropnie poparzonej skóry, Strong przed każdym wyjściem na plan musiał się poddać pięciogodzinnej charakteryzacji. Specjalista od efektów charakteryzatorskich Mark Coulier wraz z zespołem pokrywał ciało i członki Stronga od stóp do głów silikonowymi elementami charakteryzacji. Było ich 37, każdy – dla właściwego efektu świetlnego - pokryty został pigmentami ultrafioletowym.

„Każdego dnia Mark musiał dokładnie golić głowę, na którą przylepialiśmy elementy charakteryzacji. Potem przychodziło pora na ciało, spodnie, ręce, a na końcu stopy – zdradza szczegóły Coulier. – Zważywszy rozległość makijażu i dyskomfort, jaki musiał znosić, Mark pozostał dżentelmenem. Zawsze starał się nam pomóc, nigdy nie narzekał, pracz z nim to prawdziwa przyjemność”.

„Chciałem, aby Pinbacker był rodzajem widma – zauważa Boyle. – Niestabilnym jak cząsteczki, które go tworzą, poddane ogromnej sile światła, jaką wziął na siebie. Obcowanie z nim to rodzaj wyzwania, jakie musi podjąć mózg wobec widoku tak przeobrażonego życia”.

Boyle zebrał aktorów na trzy tygodnie przed zdjęciami, aby przeprowadzić z nimi intensywne próby. Obejmowały one między innymi poznanie specyfiki pracy poszczególnych postaci i ich pozycję na statku. Murphy wyjechał z fizykiem Brianem Coksem do CERN w Genewie („to bardzo fajny facet, który odpowiadał na wszystkie moje idiotyczne pytania” – śmieje się Murphy). Michelle Yeoh zwiedziła Eden Project w Kornwalii, zaś Evans spotkał się w Stanach z astronautą Danielem W. Burschem. „Pojechałem do Monterey w Kalifornii, by pogadać z facetem do którego należy amerykański record długości przebywania w kosmosie – jakieś osiem miesięcy – opowiada Evans. - To było wspaniałe przeżycie: nie tylko takie spotkanie, ale i świadomość, że odbywasz je przygotowując się do filmu, który cię zafascynował”.

Boyle wyświetlił swoim aktorom różne filmy, stosowne do ról, jakie mieli zagrać. W programie znalazły się takie pozycje jak „Pierwszy krok w kosmos”, „Okręt”, „Cena strachu” oraz dokument „For All Mankind” o programie Apollo i klasyczne filmy sci-fi jak „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” czy „2001: Odyseja kosmiczna”. Próby obejmowały także lekcje nurkowania, wykłady z fizyki i astronomii, trening kaskaderski, symulację lotu, wreszcie podróż samolotem, na pokładzie którego można osiągnąć stan nieważkości. Murphy opisał to doświadczenie jako „interesujące, chore, przerażające i ekscytujące zarazem”. Yeoh zaś dodała: „Stan nieważkości to coś wspaniałego, zapierającego oddech. Ale kiedy rośnie przeciążenie już nie jest tak miło. Wszystko zaczyna cię boleć i czujesz się jakby cały świat usiadł na tobie. Brzmi to może trochę strasznie, ale po kilku razach można się przyzwyczaić”.

Na koniec Boyle zaproponował aktorom wspólne zamieszkanie, by jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć zbudować między nimi rodzaj wspólnoty. „W filmie mamy zespół, który przebywa razem od 16 miesięcy, toteż kluczową dla nas sprawą było, aby i nasza obsada poznała się lepiej, by uniknąć wszelkich barier” – mówi reżyser.

„To jest taki rodzaj relacji międzyludzkich, którego nie można zagrać – mówi Murphy. – To rodzi się między ludźmi, przebywającymi w jednym pokoju, wzajemne porozumienie lub irytacja lub cokolwiek jeszcze. Danny spróbował to osiągnąć w naszym zespole i przyznaję, że było to bardzo ciekawe doświadczenie”.

Cała ośmioosobowa załoga Icarusa II zamieszkała więc w bursie studenckiej na londyńskim East Endzie. „Przejrzano oferty kilku akademików - opowiada Curtis. – Myślałem, że zamieszkamy w dużym domu, gdzie razem przyjemnie spędzimy czas. Tymczasem umieszczono nas w budynku z małym pojedynczymi pokoikami, wspólną łazienką i aneksem kuchennym”.

„Zrobiliśmy wszystko, by poczuć się tam dobrze – podsumowuje Evans. – Czułem się jak w zespole teatralnym. Urobiliśmy się po pachy, aby jak najlepiej zrozumieć, o czym jest ten film i co czeka każdą z postaci. To było wspaniałe i cenne doświadczenie”.

Odpowiedzialni za tchnięcie życia w kosmiczną wizję Boyle’a i Garlanda byli: operator Alwin Küchler („Dowód”, „Paragraf 46”), scenograf Mark Tildesley („28 dni później”, „Milionerzy”), montażysta Chris Gill („28 dni później”, „Milionerzy”), laureatka Oscara za charakteryzację Christie Blundell („Topsy-Turvy”, „Wierny ogrodnik”) oraz kostiumolog Suttirat Anne Larlarb. Efekty specjalne powstały w londyńskim studiu Moving Picture Company pod kierunkiem Toma Wooda.

Aby stworzyć właściwy obraz filmu, Boyle blisko współpracował z operatorem. „Strona wizualna jest bardzo ważna – wyjaśnia Boyle. – To od niej zależy klimat filmu. W trakcie zbliżania się do Słońca kwestią kluczową staje się równowaga światła, a Alwin podjął to wyzwanie”.

Küchler szybko zorientował się, jak trudnym zadaniem w przypadku W STRONĘ SŁOŃCA będzie praca z tak piękną i potężną dominantą jak Słońce. „Nigdy nawet nie mogłem pomyśleć, by ścigać się z prawdziwym Słońcem – wyjaśnia Küchler, który kręcił film panoramiczny. – Chciałem jednak wydobyć fizyczny sens światła. Cały statek kosmiczny jest tak zbudowany, by chronił przed Słońcem. Z jednej strony są złote tarcze, które odbijają światło, z drugiej – całkowita ciemność. Niektóre sekwencje kręciliśmy w całkowitej niemal ciemności – tak, by w chwili kiedy pokaże się Słońce, widzowie fizycznie na nie reagowali. Gdybyśmy wzięli łyżeczkę materii, z jakiej zbudowane jest Słońce i umieścili ją na szczycie katedry Świętego Pawła w Londynie, cała Anglia wyparowałaby. Wyobraźcie sobie tę skalę i zastanówcie się, jak pokazać ją na ekranie. Kiedy ściga się z taką potęgą, musisz być bardzo ostrożny”.

Aby stworzyć wnętrza Icarusa II, Boyle zwrócił się do doświadczonego scenografa Marka Tildesleya, z którym pracował już nad „28 dniami później” i „Milionerami”. „Mark jest człowiekiem niezwykle kreatywnym i podobnie jak ja kocha albumy fotograficzne, co pomaga nam w pracy – wyjaśnia Boyle. – Obaj zdajemy sobie sprawę, że filmowi bliżej do NASA niż do „Gwiezdnych wojen”, toteż badania NASA były dla nas inspiracją”.

Zdaniem Macdonalda: „Kiedy zdecydowaliśmy się umieścić akcję w nieodległej przyszłości, koncepcja scenograficzna stała się faktem. Dla wzmocnienia prawdopodobieństwa przyjrzeliśmy się takim obiektom jak atomowe okręty podwodne, platformy wiertnicze czy laboratoria NASA. Dowiedzieliśmy się, że na promach kosmicznych każda śrubka ma swój numer i może być zastąpiona wyłącznie tak samo oznaczoną śrubką. W naszym filmie dążyliśmy do takiego samego uszczegółowienia”.

Podobnie jak przy poprzednich filmach, także w przypadku W STRONĘ SŁOŃCA zebrał teczkę pełną zdjęć i obrazów, które miały inspirować ekipę i aktorów. Przed Tildesleyem postawił zadanie, by Icarus II był organizmem, który może się popsuć i wymagać naprawy. „Chcieliśmy, aby nasz statek był możliwie prawdziwe, zaś cała historia – wiarygodna, wciągająca widzów. – wyjaśnia Tildesley. – Chcieliśmy także, aby nasi aktorzy poczuli, że mogliby w tej zamkniętej przestrzeni spędzić wiele miesięcy. Dyskutowaliśmy nie o klaustrofobicznych lękach, ale o pięknie, jakie potrafi wykreować nauka, co skłaniało nas do szukania piękna w naszym otoczeniu. W trakcie budowy planu filmowego przyjęliśmy zasadę, że nie będziemy wszystkiego od nowa wymyślać, toteż widz znajdzie wśród dekoracji doskonale znane mu elementy”.

Icarus II został wyposażony w potężną tarczę, szerokości mili, wyłożoną złotymi płytkami, która ma ochronić statek przed ciepłem emitowanym przez Słońce. Za tarczą ukryta jest bomba wielkości Manhattanu i masie równej masie Księżyca. W porównaniu z tarczą i bombą pomieszczenia dla załogi są dosyć ograniczone. Zbudowane są wokół korytarza biegnącego wzdłuż całego statku. Przylegają do niego pomieszczenia socjalne, sypialnie, pokład lotniskowy, pokój obserwacyjny, centrum medyczne, pokój Ziemi i ogród tlenowy.

W południowym Londynie, w studiach Three Mills, w ośmiu ateliers Tildesley wybudował całe wnętrze Icarusa II wraz z pełnym otoczeniem. „Mamy do czynienia z pomieszaniem skali – wyjaśnia. – Według naszych miar statek jest ogromny i na tym tle pomieszczenia dla załogi wydają się ciasne jak na łodzi podwodnej. Zależało nam na umieszczeniu na pokładzie prawdziwych, działających urządzeń. Pomieszczenia są tak okablowane, by widz poczuł, że obserwuje coś co bez przerwy funkcjonuje i żyje”.

„Dekoracje są zaskakujące – mówi Evans. – Myślałem, że będzie fajnie pobiegać sobie po statku kosmicznym i podtykać tych wszystkich urządzeń, a tymczasem to nie jest nawet połowa pojazdu. Ale aktor czuje się tak jakby był w przestrzeni kosmicznej, a przemieszczanie się do innych pomieszczeń – sypialni czy centrum medycznego ożywia ten film”.

Suttirat Larlarb została zaproszona do realizacji filmu ze względu na doświadczenie w zakresie scenografii i kostiumologii. Pracowała już z Boylem na planie „Niebiańskiej plaży”, teraz zaproponowała nowy krój kosmicznych kostiumów. „Zależało nam, by stroje kosmiczne były niezwykłe i różniły się od tych konwencjonalnych, jakie zazwyczaj można zobaczyć w filmach – mówi Boyle. – Gust Suttirat i jej wyobraźnia plastyczna szczególnie predysponowały ją do tego zadania”.

„Skafander kosmiczny powinien spełniać określone wymogi techniczne, jak pojazd czy wspornik – wyjaśnia Larlarb. – Danny oczekiwał kostiumu opartego na logice a nie kreacyjnym popisie. Takiego, by był elastyczny i mocny i by wyglądał, że daje ochronę przed promieniowaniem Słońca”. Zanim zdecydowali się na ostateczny wygląd skafandrów, zarówno Boyle jak i Larlarb przejrzeli wiele źródeł inspiracji – od rysunków samurajów Isseya Miyake poprzez wizerunki średniowiecznych zbroi do skafandrów współczesnych nurków głębinowych, a nawet przyjrzeli się kostiumowymi Kenny’ego z animowanego „Miasteczka South Park”.

Kiedy już koncepcja skafandra została przyklepana, Larlab przekazała swoje szkice i projekty Jamesowi Enrightowi, nadzorującemu wykonanie kostiumów. „Prawdziwe skafandry kosmiczne bardzo ograniczają ruchy, więc mój zespół musiał dokładnie poznać zakres ruchów, jaki mają wykonywać bohaterowie – mówi Enright. – Wymyśliliśmy pierścienie łączące poszczególne części skafandra – wokół nóg, ramion i w talii, także teoretycznie można nawet w nich biegać, co w prawdziwym skafandrze jest niemożliwe”.

Szukając materiału do skafandra, Boyle trafił na złotą folię Mylar, podobną do tej, jakiej używają biegacze do zatrzymania ciepła. „W trakcie prób oświetleniowych ubraliśmy w to kaskaderów – mówi Enright. – Danny’emu bardzo podobało się, że materiał lśni światłem. Dzięki temu każdy najdrobniejszy nawet ruch w przestrzeni kosmicznej emanował energią”.

Główna różnica między skafandrem kosmicznym z W STRONĘ SŁOŃCA i innymi – poza złotym kolorem – polega na wielkim kapturze ochronnym, osłaniającym twarz z prostokątnym otworem umożliwiającym obserwację otoczenia. „Pomysł kaptura wynika z konieczności ochrony przed światłem, ciepłem i promieniowaniem. Kiedy astronauci kryją się przed promieniami słonecznymi, widać tylko ich oczy – wyjaśnia Larlarb. „Oni widzą wszystko wokół, ale do środka, do nich, przeniknąć nie można. Stąd pomysł, by wstawić kamerę do takiego hełmu, by widz znalazł się na takim samym jak aktor poziomie emocjonalnym” – tłumaczy Boyle.

„Kamera w hełmie to kolejny ze znakomitych pomysłów Danny’ego – mówi Murphy. – To było trudne fizycznie, bo kamera i hełm razem ważą około tony, ale sceny na ekranie wyglądają rzeczywiście wiarygodnie. Kosztowało to nas sporo czasu i potu”.

Kiedy wnętrza Icarusa II stanęły na planie, jego wnętrze zostało wykreowane komputerowo przez zespół efektów specjalnych Moving Pictures Company. „Zazwyczaj okres zdjęciowy filmu wydaje się wiecznością, potem przychodzi właściwy czas realizacji filmu, czyli montaż, po którym dostajesz właściwy film. Ale nie tym razem. Teraz gotowy film wyglądał jak pies z trzema nogami, bowiem nie były gotowe efekty – mówi Boyle. – Zawsze chce się uniknąć pracy z komputerem, zrobić to naprawdę, ale w przypadku tego filmu było to niemożliwe. Trzeba było sięgnąć po efekty specjalne, a to, co udało się dzięki nim osiągnąć, jest wspaniałe”.

„Pracowaliśmy nad około 500 ujęciami – tłumaczy Tom Wood, koordynator efektów specjalnych. – Kluczowe były sekwencje zbliżania się statku kosmicznego do Słońca, gdzie oba obiekty były generowane komputerowo, co się zazwyczaj nie zdarza. Zazwyczaj statki kosmiczne są kombinacją efektów komputerowych i miniaturowych modeli, my zdecydowaliśmy na korzystanie wyłącznie z możliwości komputera, poza jedną sceną, gdzie potrzebowaliśmy jakiejś „żywej” akcji”.

Największym wyzwaniem dla zespołu efektów specjalnych było stworzenie Słońca – ciała niebieskiego, którego nigdy nie fotografowano z dystansu bliższego niż miliony kilometrów. „Najtrudniejsze polegało na ogarnięciu skali Słońca, tego jak ono jest wielkie – wyjaśnia Wood. – W ciągu jednej sekundy traci ono cztery tony swej masy. W każdej chwili dochodzi do wybuchów na jego powierzchni, wyrzucających słoneczną materię z szybkością milionów kilometrów na godzinę. Byłoby śmieszne ścigać się z taką potęgą. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że nasze Słońce będzie piękne i inspirujące, ale jednocześnie przerażające”.

„Zawsze chciałem kręcić filmy optymistyczne – konkluduje Boyle. – I choć niektóre z nich wydać się mogą nieco zbyt twarde, mam nadzieję, że przebija przez nie taka siła życia, że po ich obejrzeniu widz poczuje się bardziej żywy niż przed seansem”.

Okres zdjęciowy W STRONĘ SŁOŃCA zaczął się w sierpniu 2005 roku i trwał 15 tygodni, zaś prace postprodukcyjne miały miejsce w Londynie.

DNA Films to spółka typu joint venture z amerykańskim dystrybutorem Fox Searchlight. Firma produkuje filmy angielskie z przeznaczeniem na rynek światowy.

Fox Searchlight Pictures to wytwórnia zorientowana na filmowców, która zwraca uwagę na filmy realizowane przez uznanych przedstawicieli kina autorskiego i ciekawych debiutantów. Prowadzi własną działalność marketingową i dystrybucyjną filmów, których dystrybucją światową zajmuje się Twentieth Century Fox. Fox Searchlight Pictures jest częścią Fox Filmem Entertainment, które z kolei jest częścią DFox Entertainment Group.

- Co zafascynowało pana w scenariuszu Aleksa Garlanda W STRONĘ SŁOŃCA?

- Głęboko wierzę, że nic się nie kończy, więc wydawało mi się, że powinniśmy zrobić coś razem po naszym filmie „28 dni później”, a konspekt scenariusza był bardzo wciągający. Nikt dotąd nie nakręcił filmu o Słońcu, a już to samo wydaje się ważniejsze niż jakikolwiek inny powód. Kiedy Słońce zgaśnie, umrzemy wszyscy w ciągu ośmiu minut i nikt już o tym nie nakręci filmu. Pomyślałem więc: To fantastyczne! Do tego dochodzą relacje psychologiczne między ludźmi, którzy zbliżają się do źródła wszelkiego życia. To pociągało mnie zawsze.

- Czy ceni pan gatunek filmów o podróżach kosmicznych?

- Uwielbiam. Nie jestem wprawdzie wielbicielem filmów z cyklu „Star Trek”, wolę to, co nazywam kinem bardziej eleganckim. Bardzo podobał mi się „Kontakt”, miło też wspominam premierę „Obcego IV”.

- W „28 dniach później” udało się panu i Aleksowi połączyć reguły filmu grozy z własnym charakterem pisma. Co własnego może odnaleźć filmowiec w gatunku, który wykreował takie filmy jak „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” czy „2001: Odyseja kosmiczna”?

- Nie zastanawiałem się nad tym, chociaż w trakcie prac dokumentacyjnych obejrzeliśmy „Obcego” i wiele innych takich filmów.

Kiedy się kręci taki film, nie sposób uniknąć podobnej zbieżności. Myślisz wtedy „lepiej tak nie robić”, albo „fajnie by było wykonać jakiś gest pod ich adresem”. Tak czy inaczej nasiąkłeś tymi filmami i teraz próbujesz się od nich jakoś uwolnić. Nasz problem to kwestia – jak to określił scenograf Mark Tildesley – 50 lat. Przed 50 laty jeździły po Londynie czerwone autobusy i jeżdżą nadal, choć samo miejsce bardzo się zmieniło. Zależało nam, by widz czuł się oswojony z miejscem akcji, ale nie poszliśmy drogą „Star Treku”, lecz oparliśmy się na doświadczeniach NASA. Dlatego Icarus II ma urządzenia do produkcji tlenu, bowiem jedną z najważniejszych kwestii w czasie podróży kosmicznych jest uzyskiwanie tlenu, który podtrzyma życie w kosmosie i na innych planetach.

- Jak udało się państwu zrealizować zasadę »bardziej NASA niż „Gwiezdne wojny”«?

- Zaczęliśmy od spotkania ze specjalistami, takimi jak nasz konsultant naukowy Brian Cox czy Richard Seymour, który jest projektantem przyszłości. Zapewne dla wielu ludzi wydaje się on niepoprawnym fantastą, ale to on wymyślił połączenie bezprzewodowe już 20 lat temu. Dla nas myślał o tworzywie, jakie za 20 lat może być równie zwyczajne jak dla nas obecnie łączność bezprzewodowa. Nakreślił dla nas obraz przyszłości, rodzaj wizji świata za 50 lat. Andrew, ALex i ja spotkaliśmy się z nim i w trakcie rozmowy przedstawił nam to tworzywo, a następnie opowiedział o nim aktorom. Mark próbował je zaprojektować, ale ostatecznie każdy z nas ma w tym swój wkład.

Z kolei pomysł tarczy jest wynikiem podstawowego myślenia o ochronie, opartym na doświadczeniach NASA w zakresie materiałów chroniących przed ciepłem czy promieniowaniem. Okazało się, że najlepiej chroni płatek złota, który odbija światło. Pamiętam ten moment, kiedy postanowiliśmy, że nasze skafandry kosmiczne nie będą białe jak w NASA, ale właśnie złote. A stąd już jeden krok, by odważyć się zmienić kosmiczne hełmy.

- Co panu dał pobyt na atomowej łodzi podwodnej?

- Muszę przyznać, że pod wpływem filmu „Okręt” myśleliśmy, by Icarus II był miejscem tak samo klaustrofobicznym jak pomieszczenia w tamtym U-boocie, ale instynkt podpowiedział mi, że ci ludzie mają spędzić na pokładzie trzy lata, więc nie mogą żyć w takich warunkach jak w filmie „Okręt”, gdzie trzeba wstać, aby ktoś mógł przejść obok.

Wtedy zdecydowaliśmy się na wycieczkę na atomowy okręt podwodny. Nie było tak źle jak w filmie „Okręt”, w końcu minęło 50 czy 60 lat, więc można trochę lepiej oddychać, ale nadal jest bardzo klaustrofobicznie. Tym nie mniej było to wielkie przeżycie. A najważniejsze, że dowiedziałem się czegoś niezwykłego, co nie znalazło się w filmie, ale opowiedziałem o tym aktorom i mam nadzieję, że wpłynęło to na ich sposób budowania roli. Otóż marynarze, którzy wyruszają na misję okrętem podwodnym mają prawo wyboru, czy chcą być informowani o czymś niedobrym czy nie? To bardzo ciekawe pod względem psychologicznym. Na okręcie podwodnym komunikacja odbywa się tylko w jednym kierunku, tobie nie wolno odpowiedzieć i nic ani nikt nie zmieni misji – nawet jeśli ktoś umrze lub oszaleje. Ludzie wypływają w rejs i tylko trzy osoby na pokładzie wiedzą, gdzie w danej chwili znajduje się ich okręt. Kiedy więc przychodzi wiadomość, że ktoś zachorował czy umarł, załoga okrętu może wybrać, czy chce o tym wiedzieć czy nie? Muszą podjąć decyzję. Moim zdaniem to niezwykłe.

- W jakim stopniu odbijają się w filmie najnowsze osiągnięcia naukowe?

- W ogromnym. Zazwyczaj filmom nie daje się Nobla, ponieważ czasami tracą swą naukowość, ale zasada pozostała. Alex długo studiował źródła naukowe, więc jego fabuła oparta jest na naukowych przesłankach, a to, co od nich odbiegało, wytknął nam Brian Cox. Musieliśmy wtedy zastanowić się, czy trzyma c się wiedzy, czy też pozostawić wątek takim, jak go zapisano w scenariuszu.

Jednym z tematów naszego filmu jest to, jak arogancka potrafi być nauka. Ludzie myślą, że można tę arogancję zwalczyć. To wariactwo, nikt nie jest w stanie tego dokonać, choć sami naukowcy myślą, że im się to może udać. Po długich rozmowach z Brianem Copem zaczynam wątpić, czy oni w ogóle mogą dokonać czegokolwiek. Dysponując Colliderem, akceleratorem jądrowym wybudowanym w CERN w Genewie, są przekonani, że mogą znaleźć te cząsteczki, które narodziły się w efekcie Wielkiego Wybuchu. Zdaniem Coxa szanse na sztuczne wytworzenie czarnej dziury nie przekraczają 10%, więc zaczynasz się zastanawiać, czy to przypadkiem nie znaczy, że już wszyscy jesteśmy martwi. A on na to, że tego nikt nie wie i zapewne nikt się nie dowie, bo kiedy tak się stanie, cała galaktyka wpadnie do tej czarnej dziury. Cox twierdzi, że do tego prawdopodobnie nie dojdzie, ale kiedy skonstruowano pierwszą bombę atomową, naukowcy przekonywali Kongres, że są małe szanse na sprawdzenie jej globalnych efektów, tym nie mniej zdecydowano się je sprawdzić. Trzeba być bardzo próżnym by tak mówić.

- Na czym polegała specyfika operowania światłem na planie W STRONĘ SŁOŃCA?

- Chodziło o to, aby uświadomić widowni potęgę Słońca. Część tej potęgi wyraża się poprzez jego jasność, perfekcyjną biel. Próbowaliśmy pokazać to od samego początku filmu. Potem pojawia się Searle i przez resztę filmu znakiem Słońca jest żółć. To była bardzo trudna decyzja, by zachowując kolor żółty dla słońca jednocześnie wyeliminować wszelkie elementy żółte ze scenografii, łącznie z żółtym światłem – tak by widz zaczął tęsknić za tym żółto-czerwonym odcieniem, zanim zrozumie, że jest on wszechobecny. To tylko trik, który ma pokazać niewyobrażalność takiego stanu. Chciałem, żeby ludzie to odczuli na własnej skórze, by zrozumieli stan psychiczny bohaterów filmu.

- W przeciwieństwie do większości filmów o kosmosie, W STRONĘ SŁOŃCA unika niekończących się obrazów mijanej przestrzeni kosmicznej…

- Chciałem skupić się o ósemce ludzi i, chociaż zrezygnowaliśmy z klaustrofobii znanej z „Okrętu”, oddać ten stan uwięzienia, hermetycznego zamknięcia w puszce statku kosmicznego. Trwają w zamkniętej przestrzeni, którą z rzadka mogą opuścić. Kiedy wystarczy 8 minut, by przejść cały pokład statku, w pewnej chwili nie ma się już na tom ochoty, więc kiedy wychodzi się na zewnątrz to jest coś specjalnego. To jeszcze jedna w tym filmie specjalna sytuacja, za którą się tęskni.

- Film wywołuje rodzaj duchowej i filozoficznej refleksji na temat natury wszechświata i miejsca w nim człowieka, na temat człowieka bezradnego wobec bezmiaru i szukającego rozwiązania we własnych myślach.

- To odwieczny spór nauki i wiary. Jego esencją jest obraz człowieka, który doprowadza do wybuchu bomby, będąc w jej środku i uzasadniając to, co robi, pragnieniem zmiany wszechświata, na co Bóg odpowiada, że to niemożliwe, bowiem wszechświat należy do niego.

Dr. Brian Cox, konsultant naukowy filmu

Nasze Słońce jest reaktorem jądrowym o wielkości miliona planet Ziemia. Źródłem mocy Słońca jest jego jądro, niewyobrażalnie gwałtowne miejsce o temperaturze sięgającej 15 milionów stopni. Jeden metr sześcienny materiału, jaki tworzy jądro waży około 150 ton. W tym gigantycznym reaktorze jądrowym atomy wodoru zamieniają się w atomy helu. Gdyby udało się w podobny sposób zamieniać 1 kg wodoru w hel na Ziemi, ilość emitowanej energii wystarczyłaby do zaspokojenia rocznych potrzeb 600 Amerykanów.

Słońce spala 600 mln ton wodoru na sekundę. To oznacza, że co sekunda zamienia się w hel 6 x 10? (gdzie n=38, czyli liczba z 38 zerami) atomów wodoru. W trakcie tego procesu co sekunda znika ponad 4 mln ton masy Słońca, zamienionej na energię zgodnie z słynnym wzorem Einsteina E=mc2. To ekwiwalent wybuchu stu tysięcy milionów ton trotylu na sekundę. Oblicza się, że energii Słońca starczy na około 5 miliardów lat, potem gwiazda umrze.

Współczesne Słońce zbudowane jest z 74% wodoru, 25% helu i niewielkiej ilości innych, cięższych elementów. Te ciężkie elementy wydają się bez znaczenia, ale w rzeczywistości jedynym miejscem, gdzie mogą one powstawać we Wszechświecie są serca gwiazd. Zaraz po Wielkim Wybuchu we Wszechświecie istniały tylko wodór, hel i niewielka ilość lżejszych elementów – brak było węgla, tlenu czy żelaza. Wszystko to, z czego składa się dziś ciało człowieka, poza wodorem, zostało uwarzone przez generacje dawnych gwiazd i wyrzucone w kosmos, kiedy tym gwiazdom wyczerpały się zapasy wodoru i zginęły spektakularną śmiercią znaną pod nazwą wybuchu Supernowej.

Słońce należy do trzeciej generacji gwiazd, które powstały około 4,5 mld lat temu, kiedy cały Wszechświat miał około 9 mld lat – w sam raz na narodziny i śmierć dwóch generacji gwiazd. Słońce, planety i wszystko wokół nas, także my sami, powstały z gigantycznych chmur pyłu i gazów wystrzelonych w przestrzeń w wyniku śmierci tych wcześniejszych gwiazd.

Słońce wydaje się wyjątkowe i posiada dla nas szczególne znaczenie, ale w rzeczywistości jest jedną z ponad stu tysięcy milionów gwiazd w naszej galaktyce, zaś istnieje jeszcze co najmniej sto tysięcy milionów galaktyk w tych rejonach Wszechświata, które potrafimy obserwować. Słońce nie jest więc niczym specjalnym, co więcej na tle innych gwiazd jest raczej małe i trudne do zauważenia. Każdy, kto obserwuje niebo, zna gwiazdę Betelgeuse w konstelacji Oriona (jasna czerwona gwiazda, dziewiątego stopnia jasności). Gdy Betelgeuse miało zastąpić Słońce, cały nasz Układ Słoneczny, łącznie z Jowiszem, znalazłby się we wnętrzu gwiazdy, która jest 6,5 tys. razy większa od naszego małego Słońca.

W filmie W STRONĘ SŁOŃCA wygaśnięcie Słońca ma nastąpić nie w wieku 5 mld lat, ale w trakcie XXI stulecia. Czy to możliwe? Jakkolwiek mamy pewne wyobrażenie o życiu gwiazd, nadal natrafiamy we Wszechświecie na rzeczy, których nie rozumiemy. W centrum badawczym CERN w Genewie, gdzie pracowałem, zostanie w tym roku uruchomione nowe urządzenie zwane LHC. Ma ono odtworzyć warunki, jakie były we Wszechświecie w mniej niż miliardowej części sekundy po Wielkim Wybuchu. W tym wczesnym momencie narodziło się mnóstwo dziwnych rzeczy, niewykluczone, że niektóre z nich – jeszcze nieodkryte – do dziś fruwają w kosmosie. Jest możliwe, że te obiekty mogą wywołać niezłe zamieszanie, jeśli dostaną się do serca gwiazdy.

Wielu fizyków wierzy, że nowa rodzina cząsteczek, zwana cząsteczkami supersymetrycznymi, może zostać odkryta przez LHC. Być może to właśnie one tworzą Czarną Masę (Dark Matter), tajemnicze tworzywo, które dokonuje znacznie większych frakcji masy we Wszechświecie niż znane rodziny cząsteczek na Ziemi, na Słońcu i w zasadzie wszędzie w zasięgi naszego wzroku, także w naszych ciałach. Wiele teorii na temat cza stek supersymetrycznych dopuszcza istnienie obiektów zwanych Q-balls. Są one opisywane jako gigantyczne skupiska cząstek supersymetrycznych, które mogą – jeśli dotrą do serca gwiazdy – działać jak rak, niszcząc gwiazdę od środka. Wprawdzie nie wydaje się to realnee, ale niektóre teorie dopuszczają taką możliwość.

Pewne jest jednak, że nasza pozycja na kruchej Ziemi daleka jest od bezpiecznej. Żyjemy w niebezpiecznym Wszechświecie, którego nie rozumiemy do końca i być może pewnego dnia konieczna będzie misja Icarusa, aby ocalić życie na planecie, która może zostać zniszczona przez zjawisko będące poza naszą kontrolą.

Obwód Słońca: 4,4 mln km
Powierzchnia: 11,900 razy większa od powierzchni Ziemi
Grawitacja: 28g, co oznacza, że na powierzchni Słońca ważysz 28 razy więcej niż na Ziemi
Temperatura: około 5500 stopni Celsjusza. Diament, najtrwalsza znana substancja, topnieje w temperaturze 3550 stopni.
Słońce obraca się w czasie 25,38 ziemskich dni.
Słońce zawiera 99,8% masy całego Układu Słonecznego. Większość pozostałej reszty zawiera Jowisz.

Plamy słoneczne są najchłodniejszymi obszarami na powierzchni Słońca. Ich temperatura jest wynikiem działania silnego pola magnetycznego, które powstrzymuje ciepło płynące z wnętrza na powierzchnię. Plamy mogą mieć wiele tysięcy kilometrów średnicy i często bywają powiązane z wybuchami na koronie Słońca, które emitują w przestrzeń kosmiczną ogromne ilości pyłów i gazów. Cykl aktywności plamy słonecznej wynosi 11 lat. Pojawienie się plam na Słońcu ma wpływ na ziemski klimat. W XVII wieku zauważono niewystępowanie plam słonecznych przez kilka dekad. Brak aktywności Słońca, zwany minimum Maundera, wiąże się z tzw. małą epoką lodowcową, kiedy temperatura w Europie obniżyła się do tego stopnia, że co roku zimą Tamiza zamarzała. Obecnie zebrano dowody, że zdarzają się cykle znacznie dłuższe, sięgające nawet 100 tys. lat. Te cykle długoterminowe można wiązać z epokami lodowcowymi na Ziemi. Słońce wcale nie musi być tal stabilne jak wygląda.

Wiatr słoneczny to strumień cząsteczek (głównie protonów i elektronów) emitowanych przez Słońce. Te strumienie zdążają w stronę Ziemi z szybkością 200-800 km na sekundę. W wyniku wiatrów słonecznych Słońce traci w ciągu każdej sekundy miliony ton swojej masy.

ROSE BYRNE (Cassie)

Ma podobną do kameleona zdolność grania skrajnie różnych postaci. Ma eteryczną urodę, świetną prezencję na ekranie, naturalny talent i jest na najlepszej drodze do długiej, owocnej kariery w Hollywood. Byrne ostatnio zagrała Bryzeidę w epickim filmie „Troja", ekranizacji „Iliady” Homera. W czasie nauki w Australian Theatre for Young People Byrne zagrała w paru serialach australijskich. Później zdobyła tytuł magistra sztuki na Uniwersytecie w Sydney. W 1999 roku Rose zyskała wielką popularność w Australii rolą w czarnej komedii Gregora Jordana „Two Hands” (video: „Partnerska rozgrywka"), w której zagrał też mało jeszcze wtedy znany Heath Ledger. Film stał się hitem i zdobył uznanie zarówno krytyków, jak i publiczności. W surrealistycznej „The Goddess of 1967” Clary Law Byrne po raz pierwszy zagrała główną rolę, za którą otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Wenecji. Kolejnym docenionym przez krytykę filmem Byrne było „My Mother Frank". Światowy rozgłos Byrne zdobyła, kiedy obsadzono ją w roli Dormé, królewskiej pokojówki Amidali (Natalie Portman) w „Gwiezdnych Wojnach II- Ataku klonów" George’a Lucasa. Zagrała także w filmach: „The Tenants”, „Apartament”, „Maria Antonina”, „The Dead Girl”, „W stronę słońca”, „28 Weeks Later”, „The Tender Hook”.

CLIFF CURTIS (Searle)

Znany jest jako odtwórca ról silnych facetów, zagrał w wielu filmach w rodzimej Nowej Zelandii. Pośród tych projektów znajdują się, nagrodzony Oscarem „Fortepian”, „Desperate Remedies”, „Rapa Nui”, „Tylko instynkt”. Poza Nową Zelandią wystąpił w filmach: „Śmiertelny rejs”, „Złoto pustyni”, „Wirus” z Jamie Lee Curtis i Donaldem Sutherlandem, „Ciemna strona miasta”, „Na własną rękę”, „Dzień próby”, „Blow”, „Jeździec wielorybów”, „Informator”, „Sześć dni, siedem nocy”, „Ława przysięgłych”, „Źródło”, „W stronę słońca”, „Szklana pułapka 4”.

CHRIS EVANS (Mace)

Wystąpił m.in. w filmach: „Komórka" z Kim Basinger, „The Perfect Score" (video „Egzamin dojrzałości”), „London” (video, tv: „London”), „Fierce People" (video: „:Dzikie plemię”), „The Orphan King" i "Not Another Teen Movie" (wideo: "To nie jest kolejna komedia dla kretynów"), a także „Fantastyczna czwórka” 1-2, „W stronę słońca”, „The Nanny Diaries”.

TROY GARITY (Harvey)

Syn Jane Fondy i senatora Toma Haydena zadebiutował w filmie „Nad złotym stawem”, ale rozgłos przyniósł mu film „Steal his Movie”, gdzie zagrał swojego ojca. Wystąpił m.in. w filmach: „Teoria spisku”, „Włamanie na śniadanie”, „Barbershop” 1-2, „Soldier’s Girl” (wideo, tv: „Dziewczyna żołnierza”), „Po zachodzie słońca”, „W stronę słońca”, „Lake City”, „Eichmann”.

CILLIAN MURPHY (Capa)

Irlandzki aktor teatralny i filmowy zdobył rozgłos dzięki roli w filmie „28 dni później”. Wcześniej wystąpił filmach: „On the Edg” (wideo: „Nad przepaścią”) i „How Harry Became a Tree” (tv: „Jak Harry stał się drzewem”), później zaś we „Wzgórzu nadziei” oraz „Intermission”, „Dziewczyna z perłą”, „Śniadanie na Plutonie”, „Red Eye”, „Batman – Początek”, „Wiatr buszujący w jęczmieniu”, „W stronę słońca”, „Watching the Detectives”.

HIROYUKI SANADA (Kaneda)

Popularny aktor japoński zadebiutował jako pięciolatek. Kiedy miał 13 lat, zaczął uczyć się aktorstwa, karate, jeździectwa i tradycyjnego japońskiego tańca. Po ukończeniu wydziału artystycznego Uniwersytetu Nihon wystąpił w historycznym filmie akcji Shogun’s Ninja, samodzielnie wykonując wszystkie sekwencje kaskaderskie, co przyniosło mu spory rozgłos. Szybko zyskał status gwiazdy. Wystąpił w ponad 50 filmach, w tym w „Sharaku”, oryginalnych filmach z cyklu „Ring”, „Bokura ha minna ikiteiru”, „Round Midnight” i „Sukeroku”. Był pierwszym japońskim aktorem, który wystąpił w Royal Shakespeare Company, zagrał również w filmach „Ostatni samuraj” i „W stronę słońca”.

MARK STRONG (Pinbacker)

Zamierzał zostać prawnikiem, ale po studiach w Londynie i Monachium zmienił zdanie i rozpoczął naukę w studium aktorksim przy teatrze Old Vic w Bristolu. Na ekranie debiutował w filmach i serialach telewizyjnych, uwagę na siebie zwrócił telewizyjną wersją „Emmy” obok Kate Beckinsale. Potem wystąpił w filmach: „Fever Pitch” (tv: „Miłość kibica”), „Elephant Juice” (wideo: „Sposób na miłość”), „Superstition” (video, tv: „Wiedźma”), „Hotel”, „To End All Wars” (wideo: „Droga do wolności”), „Henry VIII” (tv: „Henryk VIII”), „Revolver”, „Oliver Twist”, „W stronę słońca”, „Gwiezdny pył”.

BENEDICT WONG (Trey)

Aktor teatralny i telewizyjny wystąpił także w filmach: “Kiss Kiss Bang Bang”, „Wit” (tv: „Rozum”), „Zawód; szpieg”, „Niewidoczni”, „Code 46” (tv: „Paragraf 46”), „On a Clear Day”, „A Cock and Bull Story”, „W stronę słońca”, „The Allotment”.

MICHELLE YEOH (Corazon)

Chinka pochodząca z Malezji rozgłos zawdzięcza filmom z Hongkongu, ale zanim tam przybyła zagrała w 24 tytułach. Świat poznał ją jako dziewczynę Bonda z filmu „Jutro nie umiera nigdy”. Inne tytuły: „Project S” (wideo: „Projekt S”), „Przyczajony tygrys, ukryty smok”, „Silver Hawk”, „Wyznania gejszy”, „W stronę słońca”, „Babylon A.D.”.

DANNY BOYLE (Reżyseria)

Reżyser teatralny, związany z Royal Shakespeare Company, I filmowy debiutował czarną komedią “Płytki grób”, za którą zebrał liczne nagrody w kraju i za granicą. Kolejnym filmem był głośny „Trainspotting”, który stał się symbolem nowego kina brytyjskiego lat 90. ubiegłego wieku. Inne filmy: „28 dni później”, „Millions” (tv: „Milionerzy”), „Niebiańska plaża”, „A Life Less Ordinary” (tv: „Życie mniej zwyczajne”), „Alien Love Triangle”, „W stronę słońca”.

ALEX GARLAND (Scenariusz)

Pochodzący z Londynu Alex Garland debiutował powieścią „The Beach”, którą Boyle przeniósł na ekran w filmie „Niebiańska plaża”. Garland jest także współautorem scenariuszy do filmów „28 dni później” i „W stronę słońca”, a także producentem kontynuacji „28 dni…” – „28 tygodni później”.

ALWIN Küchler (Zdjęcia)

Alwin Küchler znany jest przede wszystkim jako autor zdjęć do filmów Lynne Ramsay: „Movern Callar” i „Nazwij to snem”, a także jej krótkich metraży. Inne tytuły: „Welcome II the Terrordome”, „Dowód”, „The Mother”, „Heartlands”, „The Claim” (wideo, tv: „Królowie życia”), „Code 46” (tv: „Paragraf 46”), „Lucky Break”, „One Day in September”.

MARK TILDESLEY (Scenografia)

Współzałożyciel teatru Catch 22, gdzie reżyserował, projektował scenografię i grał w spektaklach. Nadal pracuje w teatrze i operze, ale przede wszystkim zajmuje się filmem: „W stronę słońca” to jego trzeci film zrealizowany z Dannym Boyle – po „28 dniach później” i „Millions” (wideo, tv: „Milionerzy”). Z Michaelem Winterbottonem pracował nad filmami: „I Want You”, „Z tobą czy bez ciebie”, „Wonderland”, „The Claim” (wideo, tv: „Królowie życia”), „24 Hour Party People” i „Code 46” (tv: „Paragraf 46”). Inne tytuły: „Wierny ogrodnik”, „The Mother”, „Resurrection Mona”, „28 tygodni później”.

SUTTIRAT ANNE LARLARB (Kostiumy)

„W stronę słońca” to kostiumowy kinowy debiut Suttirat Anne Larlarb, kostiumologa i scenografki ze sporym doświadczeniem teatralnym i telewizyjnym. Pracowała nad scenografią filmów: „The Savages”, „Imiennik”, „Klucz do koszmaru”, „Alfie” (wideo, tv: „Alfie”), „Garfield”, „K-Pax”, „Faceci w czerni II”, “Niebiańska plaża”.

CHRISTINE BLUNDELL (Charakteryzacja i fryzury)

Laureatka Oscara i nagrody BAFTA za „Topsy-Turvy” (tv: „Topsy –Turvy”) Mike’a Leigh, pracowała z Leigh przy filmach „Vera Drake”, „Wszystko albo nic”, „Career Girls” (tv: “Współlokatorki”), „Sekrety i kłamstwa”, „Nadzy”, „Life is Sweet” (tv: „Życie jest słodkie”). Inne tytuły: „Marzyciel”, „Goło i wesoło”, „Bliżej”, „Doom”, „Wierny ogrodnik”, „Casino Royale”, „W stronę słońca”.

CHRIS GILL (Montaż)

„W stronę słońca” to piąta współpraca Chrisa Gilla z Dannym Boyle, wcześniej montował jego „Millions” (video, tv: „Milionerzy”), „28 dni później” oraz dramaty telewizyjne „Strumpet” i „Vacuuming Completely Nude in Paradise”.Inne tytuły: „28 tygodni później”, „The Dark”, „The Lives of the Saints” oraz liczne filmy i seriale telewizyjne.

Więcej o filmie: