O filmach, serialach i gwiazdach filmu nie zawsze poważnie.

Halloween, horrory, książki grozy. Czy dobrze, że je lubimy?

30 października 2020, J.B.

Halloween-01.jpg

Czasem po obejrzeniu jakiegoś mrożącego krew w żyłach dreszczowca, jeszcze przez kilka dni oglądamy się za siebie wracając do domu po zmroku. Albo nie możemy zasnąć, a jak już się uda dręczą nas koszmary. Nic przyjemnego. Co więc takiego jest w tych filmach, że i tak po nie sięgamy? Ba, co niektórzy mogą powiedzieć, że je uwielbiają i jest to ich ulubiony gatunek filmowy. Naukowcy twierdzą, że jest to doskonały trening i zabawa dla naszego mózgu, a wręcz nawet trening oswajania lęków. Rzekomo nasz mózg odbiera bodźce na tyle, że wie, kiedy boimy się naprawdę, a kiedy jest to rozrywka.

Nie ma też chyba miesiąca, by na ekrany kinowe nie wszedł jakiś nowy film grozy, albo nie pojawił się na półkach księgarni klasyk, np. Stephena Kinga. Czy oznacza to, że Ci, którzy sięgają po tego typu produkcje sami chcieliby przeżyć jakieś dramatyczne i straszne przygody z degeneratem pokroju Josepha Fritzla? Czy może wręcz sami skrycie marzą o tym, aby się tym "przysłowiowym Fritzlem" stać?

Otóż nie. Chińska zasada równowagi mówi, że każdy człowiek ma dwie półkule - tą składają się z emocji pozytywnych i tą składającą się z emocji negatywnych. Właśnie to ci cisi, spokojni, sympatyczni, wręcz "do rany przyłóż" ludzie najczęściej sięgają po drastyczne produkcje. W taki sposób chcą uzupełnić niedobory tych emocji złych, bo nie chcą ich przekładać na realne życie. Trzeba tu zaznaczyć, że strach dla każdego jest też czymś innym. Dla jednego człowieka będzie nim burza i trzaskające za oknem grzmoty, a dla innego zaciemniona uliczka i czyhająca w jej zakątku niewiadoma, lub trzask nieznanego pochodzenia, dobiegający z drugiego pomieszczenia. Dlatego dla niektórych też, nawet kiepski thriller czy horror, będą barierą nie do przejścia i już po pierwszych scenach wezmą nogi zapas z kina, albo wyłącza telewizor, a drudzy z uśmiechem na ustach i podnieceniem zrobią sobie nockę godną Halloween z prawdziwego zdarzenia.

Naukowcy przekonują też, że gdy odczuwamy strach, w naszym ciele zachodzą podobne reakcje jak... gdy odczuwamy radość. Nasz mózg wydziela wtedy rzekomo te same substancje. Ale jak wiadomo, dobrymi emocjami też się można przesycić, dlatego też o ile można rzec, że strach pozytywnie wpływa na nasze zdrowie, tak trzeba dodać, że co za dużo to niezdrowo. Bo jak z wszystkim - można przesadzić. Również fani mocnych wrażeń, mogą nadwyrężyć swoją psychikę zbyt dużą dawką dreszczyku i zafundować sobie zespół stresu pourazowego (PTSD), który może utrzymywać się przez wiele lat, czy inne zespoły lękowe. Wniosek więc taki - w horrorach absolutnie nie ma nic złego. Ci, którzy je kochają nie mają zwichrowanej osobowości, a Ci którzy ich nie cierpią nie są słabi. Po prostu nie można przesadzić w żadną stronę, każdy musi wczuć się w siebie i wiedzieć ile i jakiego rodzaju doznań mu potrzeba. Jedni będą z radością czekać na Halloween, by przez cały dzień fundować sobie i innym przerażające doznania, a inni będą woleli w przebraniu czarownicy zbierać cukierki na osiedlu. I absolutnie żaden z tych sposobów nie jest zły :)

Dla tych lubiących spędzać Halloween "mocniej", przytaczamy poniżej wypowiedź kinowego autorytetu - Quentina Tarantino. Entertainment Weekly poprosiło go o polecenie najlepszego horroru na ten wieczór. Polecił produkcję z lat 70-tych pod tytułem "Devil Times Five" znany również jako "People Toys". Poniżej cytat wypowiedzi filmowca:

"Leif Garrett gra lidera grupy zabójczych dzieciaków. I gra go niesamowicie. To jest niesamowity i naprawdę mocno poj*bany film, ale to właśnie czyni go wspaniałym. Powalił mnie. Pomyślałem: "Wow, to jest niesamowite!". Słyszałem o nim od zawsze (...) i w końcu go obejrzałem. Po seansie pomyślałem: "Wow, to jest wspaniałe!".