kinomaniak.pl arrow Osoby arrow Liam Neeson arrow Wywiady




Liam Neeson

Liam Neeson

Właściwe: William John Neeson
Znak zodiaku: Bliźnięta
Data urodzenia: 07.06.1952
Miejsce urodzenia: Ballymena, Co. Antrim, Irlandia Północna, Wielka Brytania
Star rank: 1732
Wzrost: 193
Małżonek: Natasha Richardson (3 lipca 1994 - 18 marca 2009) (śmierć żony) (2 dzieci)

Liam Neeson o filmie "Uprowadzona"

Długo się przygotowywałem, mimo że zazwyczaj staram się utrzymywać niezłą formę. Po prostu musiałem zintensyfikować ćwiczenia. Sceny akcji są z zasady najtrudniejsze, trzeba zwrócić uwagę na to, jak się poruszać i nie tracić partnera z oczu. To wymaga wielkiej... Pana postać poznajemy w "Uprowadzonej" w dość oryginalny sposób, jak na film akcji, a mianowicie jako ojca całkowicie oddanego córce, a nie jako byłego agenta służb specjalnych. Co Pana przekonało do roli Bryana, który bliższy jest antybohaterom niż Jamesowi Bondowi?

Chciałem zagrać w thrillerze, który połączy zawrotne tempo z mocnym emocjonalnym wydźwiękiem. Od razu widzimy, że Bryan ubóstwia swoją córkę. Poza tym, choć nigdy nie marzyłem o zagraniu Jamesa Bonda, przyjemnie jest móc wpakować magazynek w zwyrodnialców i jeździć niczym kierowca Formuły 1. Zależało mi także na współpracy z Lukiem Bessonem, którego od dawna cenię.

Większość postaci, które Pan zagrał, imponuje fizycznością, ale także duchem: czy to Pana znak firmowy?

Trudno mi to oceniać na chłodno, gram w zgodzie z moją naturą i szczerze powiedziawszy nigdy nie rozmawiałem z Pierrem Morelem, dlaczego przyjąłem tę rolę. Prawdą jest natomiast to, że automatycznie wybieram role o dużej gamie emocji, ludzi z krwi i kości, co jest także przypadkiem Bryana.

Pracował Pan między innymi z Martinem Scorsese, Stevenem Spielbergiem, George’em Lucasem i Ridley’em Scottem. Czy perspektywa współpracy z młodym twórcą jest dodatkową zachętą?

Proszę mi wierzyć, że Pierre Morel w żadnym stopniu nie jest nowicjuszem. Pracuje przy filmach od wielu lat i ma na koncie pokaźny dorobek, zwłaszcza jako operator. Byłem pod wielkim wrażeniem oryginalnej "13 dzielnicy". Zapowiadała wielki talent reżyserski, niezwykłe wyczucie rytmu i energię, którą potem odnalazłem na planie "Uprowadzonej". Spodobało mi się także, że Morel sam planuje ujęcia.

Czy trudno jest się emocjonalnie przygotować do roli ojca, któremu porwano córkę?

Ojcu trudno wyobrazić sobie coś gorszego. Wyobrażamy sobie, co moglibyśmy zrobić porywaczowi i łatwo się domyślić, że nie szczędzilibyśmy sił, by odnaleźć własne dziecko. Było to o tyle ciekawsze dla mnie, że jestem przeciwny stosowaniu przemocy, a zwłaszcza takiej, jakiej używa Bryan w filmie. Ten film stawia go w sytuacji typu "albo on albo ja" i dlatego posuwa się do ostateczności.

Jak to możliwe, że Pana bohater jest w separacji z tak piękną kobietą jak Famke Janssen?

To rzeczywiście przepiękna kobieta, ale proszę pamiętać, że to ona odeszła od mojego bohatera!

Jakiemu treningowi musiał się Pan poddać przed zdjęciami do filmu?

Długo się przygotowywałem, mimo że zazwyczaj staram się utrzymywać niezłą formę. Po prostu musiałem zintensyfikować ćwiczenia. Sceny akcji są z zasady najtrudniejsze, trzeba zwrócić uwagę na to, jak się poruszać i nie tracić partnera z oczu. To wymaga wielkiej energii, a przy tym wymaga sporego poczucia bezpieczeństwa. Za każdym razem jest to wielkie wyzwanie techniczne.

Czy walka wręcz daje jakąś wyjątkową przyjemność?

O tak, wtedy budzi się w nas mały chłopiec. Przy udziale kaskaderów całość zmienia się w balet, który wykonujemy z niekłamaną przyjemnością.

Jak pracowało się z francuską ekipą, co zdarzyło się Panu po raz pierwszy?

Najważniejsza różnica to silna reprezentacja kobieca. Bardzo pomaga mi współpraca kobiet z mężczyznami na planie, ale w filmach amerykańskich i angielskich zdecydowanie przeważają mężczyźni. Podobały mi się też bardziej cywilizowane godziny pracy we Francji. Dzień zdjęciowy przedzielony treningami był wyczerpujący, ale mieliśmy za to całą noc, aby odpocząć. Nie wspominając o rozkoszowaniu się paryskim życiem...

Liam Neeson o filmie "Chloe"

Pomyślałem: "Oto nietypowy, jak na Amerykanów, film. Przesiąknięty erotyzmem, z elementami grozy - niebezpieczne tereny". Jest tak seksualny, że aż niebezpieczny. Nie przypominam sobie podobnego filmu. Jakie było Twoje pierwsze wrażenie, gdy przeczytałeś scenariusz "Chloe"?

Pomyślałem: "Oto nietypowy, jak na Amerykanów, film. Przesiąknięty erotyzmem, z elementami grozy - niebezpieczne tereny". Jest tak seksualny, że aż niebezpieczny. Nie przypominam sobie podobnego filmu. Jest pełen niespodziewanych zwrotów akcji i ma przy tym jeszcze ten dreszczyk grozy, który nigdy nie pozwala ci być pewnym, co się za chwilę wydarzy. Niewielu reżyserów potrafiłoby zgłębić sytuacje, w które uwikłana jest Chloe. Wiedziałem jednak, że to w stylu Atoma Egoyana i że on będzie w stanie to oddać w wyjątkowy sposób, jednocześnie nie tracąc żadnych elementów, które podczas czytania scenariusza powodowały, że włosy stają dęba na głowie.

Pracowałeś już z Atomem, tyle, że na scenie...

Tak, wystawiliśmy małą sztukę Becketta pt. "Eh, Joe!" w Lincoln Center. Atom był jej reżyserem. To była naprawdę wyjątkowa sztuka. Dzięki niej dowiedziałem się też, jak mądrym, bystrym i zabawnym człowiekiem jest Atom. On ma niesamowite poczucie humoru. Kiedy pracowaliśmy nad "Eh, Joe!", znałem już "Chloe". Powiedziałem mu wtedy: "Musimy się tym zająć".

Czy znałeś jego filmy?

Tak. Uderzała mnie w nich wyjątkowość przekazu. To oczywiście duże uogólnienie, ale można opisać jego filmy jako kontemplacyjne poematy, które dotykają widza w sposób, jakiego nie osiągnął żaden inny reżyser. Niedawno widziałem "Adoration". To głęboki i bardzo piękny film. Nie chciałem, żeby się skończył. Jak sobie wyobrażałeś Davida, swoją postać?

Wydaje mi się, że jest kochającym ojcem i mężem i że zbyt dużą wagę przywiązuje do swojej pracy - jest wykładowcą muzyki, specjalizującym się w operach Mozarta. Uwielbia uczyć. Podczas rozmów z Atomem nie analizowaliśmy szczegółowo jego osobowości. Moim celem było raczej wydobycie prawdy z każdej sceny - tak, aby uzyskać efekt realizmu i sprawić, żeby widownia poczuła, że to się dzieje naprawdę.

Według Ciebie to Catherine buduje urojony świat wokół osoby Chloe, czy raczej ta ostatnia buduje urojony świat wokół rodziny Catherine?

Chloe na pewno ucieka do świata urojeń - to jej sposób na życie. Natomiast Catherine uzupełnia ten świat na swój sposób. To trochę taka zabawa w kotka i myszkę. Atom lubi bawić się polem percepcji widowni. Wydaje ci się, że idziesz tą ulicą, a tak naprawdę, on prowadzi cię innymi zaułkami.

Jak wspominasz pracę z Amandą i Julianne?

Nasza trójka naprawdę dobrze się dogadywała, szanujemy swoją pracę. Lubimy się, a jeśli istnieje między ludźmi zaufanie, współpraca staje się prostsza. Kiedy ufasz swojemu partnerowi, łatwiej się przed nim otwierasz. Jak na tak młodą aktorkę, Amanda była wspaniała, ta dziewczyna ma wyjątkowy talent. Potrafi się zmieniać. Przed kamerami nabiera życia.

W tym filmie jest wiele intymnych scen. Jakiego wsparcia oczekujesz od reżysera w takich sytuacjach?

Wystarczy, żeby mnie zapewnił, że nie sfilmuje mojego dużego irlandzkiego tyłka i masywnych irlandzkich nóg. To wystarczy, żebym czuł się pewnie. Amanda i ja mamy taką erotyczną scenę w Allan Gardens w Toronto - Atomowi udało się ją nakręcić w bardzo sprytny i prosty sposób, tak, żeby dla nas nie była ona zbyt zawstydzająca, a jednocześnie, żeby wszystko wyglądało odpowiednio zmysłowo.