FILM

Jupiter: Intronizacja (2015)

Jupiter Ascending

Recenzje (1)

Tytułowa bohaterka na co dzień z tronami ma niewiele wspólnego. Jupiter (Mila Kunis) jest sierotą po astronaucie i za marne pieniądze sprząta toalety u bogaczy. Przypadkowo dowiaduje się, że poluje na nią arystokrata z kosmosu, Balem (Eddie Redmayne). Przed śmiercią ratuje ją żołnierz-banita, Caine (Channing Tatum). Dziewczyna dowiaduje się, że jest nowym wcieleniem "właścicielki" Ziemi i jedyną osobą, która może powstrzymać Balema i jego rodzeństwo przed unicestwieniem ludzkości.

Na pierwszy rzut oka "Jupiter: Intronizacja" jest murowanym kandydatem do tytułu szmiry roku. Historia od pierwszych minut trąci banałem. Wachowscy wprowadzili romantyczną tragedię, której nie powstydziłaby się Stephanie Meyer. Jupiter zakochuje się w Cainie, ale on jest likantropem, a w krwi tych istot tkwi wrodzona nienawiść do elit. Niemniej jednak uwaga widzów skupi się raczej na Balemie, bo tak karykaturalnego czarnego charakteru, jak panicz Abrasax, dawno nie widziałam. Eddie Redmayne marzył chyba o roli na miarę Lokiego, lecz połączenie gardłowego szeptu i glamrockowego kostiumu nie budzi trwogi, a salwy śmiechu. Mimo całej swojej groteskowości, Anglik przyćmiewa resztę obsady.

Wachowskim udało się obrócić superprodukcję sci-fi w przezabawny pastisz gatunku. Monumentalne efekty specjalne, charakterystyczne sceny walki w slow-motion i wojnę przeciwko ludzkości pokazali w krzywym zwierciadle. Może był to efekt niezamierzony. Ale jeżeli widzicie Channinga Tatuma z eyelinerem na powiekach, antygrawitacyjnymi butami, skrzydłami, elfickimi uszami, że o pochodzeniu od wilkołaków nie wspomnę, to naprawdę trudno powstrzymać się od śmiechu. Nie warto przedwcześnie mieszać "Jupitera" z błotem, bo w kwestii komizmu i rozrywki nie można temu obrazowi nic zarzucić.

Więcej o filmie:


https://vod.plus?cid=fAmDJkjC