FILM

Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć (2012)

Recenzje (1)

Lubię odważnych ludzi i za śmiałość, by zmierzyć się z ikoną polskiej popkultury należą się twórcom brawa. Za wiele więcej jednak trudno ich pochwalić. Owszem, jest pewien urok w przerysowaniu postaci, w waleczności młodego Klossa (Tomasz Kot), który jest lepszy niż James Bond i Jack Bauer razem wzięci. Nie sposób się nie uśmiechnąć (z lekkim politowaniem) na widok Marty Żmudy Trzebiatowskiej jako 17-letniej (!), napalonej pensjonarki.

Film jest jednak naprawdę nudny i bałaganiarski. Nie ma napięcia, a intryga podzielona na dwa okresy (wojna i po wojnie) mało wciągająca. Żadnej chemii między aktorami - nawet między Emilem Karewiczem i Stanisławem Mikulskim (których mimo wszystko miło znów zobaczyć razem), ani już na pewno między Kotem a Żmudą Trzebiatowską. Każdy kolejny przeskok z jednej narracji na drugą jest bardziej kulawy, bardziej sztuczny. I o ile puszczanie oka i przedwojenna, ewidentnie nawiązująca do serialu konwencja może się podobać, próba nakręcenia jednocześnie współczesnej, wybuchowej sensacji kończy się dużym rozczarowaniem. O melodramatycznym wątku nawet nie wspomnę.

Koniec końców, całość wydaje się pretekstem, by pobawić się w kino (co w zamyśle było jak najbardziej trafionym pomysłem) i wyszaleć się budżetowo. Mamy więc nieco niechlujną stylistyczną wyklejankę oraz mnóstwo wybuchów, pourywane głowy, samoloty na tle księżyca w pełni i dużo przezroczystej krwi. Wstydu wielkiego może i nie ma, ale... nie ze mną te numery.

Więcej o filmie:


https://vod.plus?cid=fAmDJkjC